wtorek, 14 maja 2013

Jennifer Bosworth "Dziewczyna, którą kochały pioruny"




Tytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny
Autor: Jennifer Bosworth
Wydawnictwo: AMBER 








Apokalipsa, zwana również Objawieniem św. Jana, jest jedną z najbardziej interesujących Ksiąg biblijnych. Opisywane przez św. Jana pieczęcie ukazywać mają następujące po sobie ery chrześcijaństwa, pomiędzy pierwszym, a drugim nadejściem Chrystusa. Jeździec na białym koniu przedstawiający obraz czystości oraz zwycięstwa w Kościele apostolskim stanowił pierwszą pieczęć, drugą zaś koń barwy ognistej, oznaczający okres gwałtownej przemocy w Kościele, czas prześladowań heretyków i nastania czasów inkwizycji. Pieczęć trzecia to koń kary, ze swoim jeźdźcem reprezentujący pogłębiający się rozkład kościelnych struktur, kolejna zaś objawia się koniem trupio-bladym, ze śmiercią na siodle, co stanowi odbicie czasów upadku moralności w okresie supremacji papieskiej. Piąta pieczęć to dusze zabitych w imię słowa Słowa Bożego, leżących przed ołtarzem reprezentującym kraje Europy Zachodniej. To symbolika widowni największej martyrologii w średniowieczu. Szósta pieczęć to trzęsienie ziemi, otwierające wrota do następnego odcinka w historii ludzkości, zapowiedź rychłego powrotu Jezusa. Otwarcie pieczęci siódmej to znak, że oto kończy się era tego świata …
Jennifer Bosworth łamie sześć pieczęci, opisując okres po trzęsieniu ziemi w swojej powieści „Dziewczyna, którą kochały pioruny”. Opublikowana nakładem wydawnictwa AMBER książka, stanowi próbę zmierzenia się z końcem świata, choć niestety próbę nieudaną. Pomimo intrygującego pomysłu autorka zagubiła gdzieś Iskrę, która odróżnia książkę pasjonującą od zaledwie przeciętnej. Trudno nawet wskazać adresata tego rodzaju literatury – po fali wampiry stycznych powieści, demonów, elfów i innych nadnaturalnych stworzeń dziewczyna posiadająca dar ściągania piorunów nie stanowi interesującego obiektu, szczególnie, że jej relacja z tajemniczym Jeremy`m jest zaledwie zarysowana i brakuje w niej prawdziwej namiętności. Książkę ratuje wyłącznie przyciągająca wzrok okładka, choć składająca pustą obietnicę fascynującego tekstu.Mia Price, główna bohaterka książki, jest żywym piorunochronem. Od czasu do czasu pioruny ją zabijają, ale powstaje silniejsza i bardziej energiczna niż przed trafieniem. Jedyny widoczny znak tych przeżyć na jej ciele to kolejne blizny po uderzeniu, które skrzętnie zakrywa swetrami i rękawiczkami. Po wydarzeniach z poprzedniego miejsca zamieszkania, kiedy przez przypadek uśmierciła mężczyznę przesyłając mu ładunek elektryczny, wraz z bratem i matką ukrywa się w Los Angeles, miejscu, gdzie burza jest zaledwie kilka razy do roku.
Mia nie przewidziała jednak nadejścia trzęsienia ziemi, które w połączeniu z gwałtowną burzą zniszczyło całe miasto, grzebiąc pod gruzami setki mieszkańców. Wokół zapanował chaos, pojawiają się szabrownicy, wybuchają zamieszki, racje żywnościowe są minimalne i rozdawane między innymi za uczestnictwo w zajęciach lekcyjnych. Śródmieście Miasta Aniołów zamieniło się w jedno wielkie rumowisko, a wśród gruzów zwraca uwagę jedna samotna, ocalała Wieża w której odbywają się tajemnicze spotkania.
Następuje również gwałtowny zwrot ku duchowości, szczególnie że w okolicy pojawia się Prorok, który przewidział kataklizm i utożsamia go z … otwarciem szóstej pieczęci. Przepowiada zatem rychłe nadejście końca świata i gromadzi swoich wyznawców. W mieście jedna działa nie tylko Rance Ridley i jego Kościół, ale i grupa Tropicieli, ludzi obdarzonych rzekomą Iskrą, czyli energią wewnętrzną, mogąca sterować wieloma procesami, w tym myślowymi i wpływać na innych. Czego te dwie sekty, walczące zaciekle o jedną nastolatkę, mogą od niej chcieć?
„Dziewczyna stojąca na szczycie ostatniej wieży, otoczona szalejącą burzą z piorunami z krwi … ostatnia zapowiedź końca” – tak brzmi przepowiednia końca świata i wszystko wskazuje na to, że Mia Price jest właśnie tą dziewczyną, jest siódmą pieczęcią… Po czyjej stronie opowie się Mia? Kim jest przystojny i tajemniczy Jeremy, chłopak równie niebezpieczny co pociągający i dlaczego próbował ją zabić? Jaki związek ma on z Prorokiem? Jak zakończy się ostateczna bitwa o świat? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Jennifer Bosworth, chociaż w pewnym momencie przestałam być już głodna prawdy i rozwiązania zagadki niezwykłego daru dziewczyny oraz zakończenia powieści. Przykro bowiem obserwować, jak tak wspaniały pomysł na fabułę zmienia się w rękach autorki w stos popiołu, zaś „Dziewczyna, którą kochały pioruny” w powieść, którą przetrwają wyłącznie najsilniejsi.


Recenzja została umieszczona także na stronach portalu Granice.pl


sobota, 23 marca 2013

Frater U∴D∴„Osobiste symbole sukcesu. Praktyczna magia sigili”


Tytuł: Osobiste symbole sukcesu. Praktyczna magia sigili
Autor: Frater U∴D∴
Wydawnictwo: Illuminatio












Z  Magią Chaosu i sigilami zetknęłam się już kilka lat temu, ale -  choć zafascynowana -  odłożyłam jednak z różnych przyczyn zagłębianie się w jej tajniki na bliżej nieokreśloną przyszłość. Przeraziły mnie skomplikowane zasady tworzenia sigili, czyli symboli mających magiczne zastosowanie oraz ogrom pracy pozwalający uzyskać biegłość w profesjonalnym posługiwaniu się nimi. Te znaki, bądź obrazy wpływające na podświadomość były mi jednak przeznaczone, jakim innym sposobem w moje ręce trafiłaby książka opublikowana nakładem Illuminatio?
„Osobiste symbole sukcesu. Praktyczna magia sigili” Fratera U∴D∴ znanego również jako Ralph Tegtmeier, eksperta w dziedzinie współczesnej magii praktycznej, to przewodnik po podstawowych założeniach systemu Austina Spare`a oraz jego miejsca w zachodniej myśli magicznej, a także wyprawa w świat magii wykraczającej poza tworzenie sigili. Z książki, niczym z podręcznika, skorzystają z pewnością wszyscy ci, którzy pragną rozpocząć swoją przygodę z magicznymi symbolami, ale też ci, którzy początki magicznych praktyk mają dawno za sobą. Nawet sceptycznie nastawieni do sigilizacji znajdą w tym wyjątkowym poradniku kwestie warte przemyślenia, a kto wie – może nawet przepracowania z wykorzystaniem różnych form sigili.
Poradnik składa się z dziewięciu rozdziałów wprowadzających nas krok po kroku w teorię sigili, zaś sposób przedstawienia zawartych w książce informacji jest tak czytelny, że bez trudu możemy zagłębić się w arkana magii nawet wówczas, jeśli nigdy wcześniej nie mieliśmy z nią do czynienia. W tłumaczeniu zawarto co prawda zapisy zdań i obrazów w języku angielskim, ale nie przeszkadza to w odbiorze książki, a wręcz przeciwnie – wszak to do nich, a nie polskiego tłumaczenia autor tworzył sigile.
No właśnie – sigila, sigilizacja … Dla osób nie znających tych pojęć autor adresuje wprowadzenie wyjaśniając, że system opracowany przez maga i malarza Austina Osmana Spare`a jest jedną z najskuteczniejszych dyscyplin magicznych. „(…) Żadna ze znanych obecnie technik magicznych nie jest równie skuteczna, ani nie daje nawet początkującym osobom równie szybkiej możliwości przekonania się o swojej potędze” – pisze autor, prezentując możliwości oferowane przez tę dyscyplinę oraz opisuje jej techniki i podstawy logiczne. Prawdziwą niespodzianką jest zamieszczony w rozdziale pierwszym przedruk artykułu Fratera U∴D∴, który ukazał się w 1982 roku w nieistniejącym już niemieckim czasopiśmie. To szansa dla tych, którym nie udało się zdobyć egzemplarza gazety i zagłębić się w świat Austina Osmana Spare`a – mrocznego badacza tajemnic.
Kolejne rozdziały stanowią kontynuację wątków poruszonych w artykule. I tak, w rozdziale drugim zgłębimy metodę słowa, czyli procesu konstruowania sigili za pomocą liter i słów tworzących deklarację intencji. Posługując się licznymi przykładami autor prezentuje sposoby tworzenia sigili, od sformułowania i zapisania deklaracji intencji, poprzez usuwanie powtarzających się liter, aż po czas, w którym sigil jest przyswajany (aktywowany). W rozdziale trzecim, poznamy techniki, które mogą być stosowane zarówno w przypadku metody słowa, jak i metody obrazkowej. Dla tych, których dzień przypomina rozpędzony pociąg Frater U∴D∴ prezentuje zalety błyskawicznego ładowania, omawia też najczęściej przywoływane w literaturze techniki, na czele z techniką śmierci, czyli techniką „wstrzymywania oddechu w niewygodnej pozycji aż do momentu otarcia się o śmierć”.
Naukę tworzenia sigili autor rozpoczął od metody słowa, czyli najprostszej z metod. W kolejnych rozdziałach poznamy również metodę obrazkową, opierającą się na bezpośrednim wykorzystaniu obrazkowego języka nieświadomości, a także metodę mantrycznego zaklęcia, polegającą na wykorzystaniu sigili dźwiękowych.
Frater U∴D∴ przybliża również jedną z najbardziej fascynujących dziedzin spare`owskiej magii sigili, czyli alfabet pragnień. Stworzony przez mistrza magii alfabet to system dwudziestu dwóch glifów wyrażających pewien „aspekt seksualności”, będących swego rodzaju zwierciadłem psychiki, złożonym ze skojarzeń. Dowiemy się ponadto, jaką role pełni atawistyczna nostalgia w systemie spare`a oraz dlaczego tak naprawdę sigile działają (bo, że działają, nie ulega wątpliwości). Ostatni rozdział został poświęcony konstruowaniu sigili w oparciu o planetarne kamee (czyli kwadraty magiczne), zaś podstawą tej metody jest tak zwana „Kabała dziewięciu komnat”, której zasady autor pokrótce wyjaśnia.
Przysłowiową wisienką na torcie jest dołączony do książki słowniczek, który pomaga przyswoić sobie pojęcia związane z praktykowaniem magii sygili oraz wyjaśniający ewentualne wątpliwości co do znaczenia poszczególnych terminów.
Nie da się ukryć, że podręcznik magii - „Osobiste symbole sukcesu. Praktyczna magia sigili” Fratera U∴D∴, nie jest pozycją dla wszystkich, choć gorąco zachęcam sceptyków do wypróbowania magii sigili na swojej osobie. Wprowadzanie do podświadomości symboli, uprzednio nadając im pewne znaczenie, trudno nazwać szarlatanerią, wszak od dawna wiadomo, że na naszą podświadomość wpływa wiele rzeczy, obrazów czy dźwięków. Czemu zatem nie posłużyć się nimi dla osiągnięcia własnych korzyści i duchowego rozwoju? Czemu, nie zapragnąć sukcesu?


sobota, 23 lutego 2013

Joanne Harris "Runy"


Tytuł: Runy
Autor: Joanne Harris
Wydanwictwo: Prószyński i S-ka
 
 
 
 
 
 
 
 
Wioska Malbry to mała osada w dolinie rzeki Strond, dzielącej Wyżyny od Dzikich Krajów na północy. W górach zwanych Siedmioma Śpiącymi śnieg leży cały rok, a do samej wioski prowadzi tylko jedna droga, przez przełęcz Hindarfell. Ta izolacja ma znaczący wpływ na ludzi z doliny – trzymają się oni razem, są podejrzliwi wśród obcych, ale i strasznie przesądni. Odcięcie od świata ma jednak też dobre strony, bowiem rzadko dociera tu ktokolwiek z Końca Świata, gdzie od stu lat rezyduje Porządek i gdzie piętnuje się wszelkie przejawy inności, a już z pewnością magiczne znamiona. Takie zmiany skórne są nie tylko powodem do uwiezienia, ale i Oczyszczenia (jak eufemistycznie nazywane jest powieszenie delikwenta).

Choć w Malbry również wszyscy są przekonani, że znamię Maddy Kowalówny, rdzawy runiczny znak na ręce, to piętno czarownicy, to jednak nikt nie wydałby jej Badaczom. Jednak przeznaczenie dla każdego plecie indywidualne ścieżki życia i nierzadko szykuje zaskakujące rozwiązania. Nie inaczej jest w pasjonującej powieści fantasy (nie)tylko dla młodzieży autorstwa Joanne Harris. Autorka, znana z takich tytułów jak „Duch z przeszłości” czy „Dżentelmeni i gracze” tym razem swoim adresatem ustanowiła młodego czytelnika, pasjonata przygód i nadnaturalnych mocy. Powieść „Runy”, opublikowana nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, to jedna z najlepszych pozycji w swojej kategorii w ostatnim dziesięcioleciu. Mamy tu klimat rodem z „Tuneli” Rodericka Gordona i Briana Williamsa oraz adrenalinę niczym w serii „Harry Potter” Joanne Rowling.

Tym razem przenosimy się w rzeczywistość, w której świat poza Światem Środka ma trzy poziomy, a łączy je wielka rzeka. Świat Dolny jest królestwem Górskiego Ludu: goblinów, trolli i krasnoludów. Jeszcze niżej znajduje się królestwo Hel, oddane zmarłym, a następnie Sen i – w końcu – wejście do Chaosu, czyli Pozaświata, gdzie Surt Niszczyciel strzeże bramy i gdzie nawet bogowie nie mają władzy.

To właśnie Surt, podczas ostatniej walki Starego Wieku, połączył swoje siły z Chaosem i ruszył na bogów w Asgardzie, kiedy armia umarłych popłynęła przeciwko nim wychodząc ze Świata Podziemi. Jednak w ostatecznej bitwie bogowie zostali pokonani i choć ocaleli, to zdruzgotani wciąż Czekaja na moment, aż Chaos zapanuje we wszystkich Dziewięciu Światach, niszcząc wszystko, co stanie im na drodze. Jednak przepowiednia Wyroczni, zwanej Szeptaczem, głosi, że pewnego dnia Śpiący się obudzą, że powstaną nowe runy Nowych Czasów, które na nowo zapiszą historię Dziewięciu Światów. Szeptacz przewidział pojawienie się Maddy…

Maddy, wychowana tylko przez ojca, od dziecka wiedziała o swojej inności. Zresztą nie dało się zapomnieć o znamieniu na ręce, znamieniu, którego miejscowi bali się do tego stopnia, że traktowali dziewczynkę z nieskrywana niechęcią, a nawet wrogością. W wiosce, w której pewnych tematów ze strachu się nie porusza, a zasada ta dotyczy zarówno spraw osobistych, jak i niezwykłych bądź w jakikolwiek sposób nienaturalnych, w wiosce, gdzie ze strachu przed snami dokłada się wiele wysiłku by nie śnić, Maddy nie może rozwijać się szczęśliwa. Szczególnie, że wraz z jej narodzinami w Malbry pojawiły się też gobliny, znane jako Lud Burzy bądź też Faery – osobliwe, złośliwe stworzenia z zamiłowaniem do mocnych trunków, które wychodzą na powierzchnię z Dolnego Świata, spod Góry Czerwonego Konia. Tylko mała Maddy ma moc, by stanąć z nimi do walki, dlatego też pracuje w lokalnej właśnie w takich charakterze, można by rzecz „porządkowego”.

Jedna moc, którą została naznaczona oznacza, że los szykuje dla niej o wiele więcej niż tylko posadę podrzędnej służącej. Spotkanie w przybyszem z zewnątrz, z Jednookim, odmienia jej codzienność. Od lat wędrowiec uczy ją odczytywania znaków runicznych i posługiwania się magią, zaś dziewczynka zdradza nieprawdopodobne zdolności w tym kierunku. Kiedy pewnego dnia jej krzyk budzi niepokój w innych światach, Jednooki wie, że nadszedł już czas. Maddy będzie musiała udać się do Dolnego Świata, do podziemia pełnego goblinów i innych potworów, by odzyskać magiczny przedmiot przynależący do bogów Asgardu – odzyskać Szeptacza…

Gdzie jest miejsce małej Maddy w tej opowieściach o bogach, wielkich walkach i demonach? Kim naprawdę jest i jak wielka jest jej moc? Czy dziewczynce uda się odnaleźć przedmiot, którego kształtu ani wielkości nie zna? Czy nie zagubi się w plątaninie korytarzy  nie mogąc nikogo poprosić o pomoc, nie mogąc nikomu – zgodnie z ostrzeżeniem Jednookiego  – zaufać? Odpowiedzi na te pytania warto poszukać samodzielnie zagłębiając się w Świat Dolny, pełen tajemnic, goblinów oraz Śpiących, dla których właśnie nadszedł czas pobudki. Tym samym „Runy” Joanne Harris to powieść pełna emocjonujących zwrotów akcji, pełna przygód i niebezpieczeństw, a także magii – bowiem ta sączy się z każdej strony tej wyjątkowej książki …

 

 

środa, 20 lutego 2013

Gerie Bauer "Numerologia dla początkujących"


Tytuł: Numerologia dla początkujących
Autor: Gerie Bauer
Wydawnictwo: Illuminatio

 
 
 
 
 
 
 
 
Liczbą przeznaczoną dla mojej daty urodzenia jest 2 co oznacza, że jestem idealną  towarzyszką życia. Liczba mojego osobistego roku to 8, zatem jeśli mam jakiś cel do którego dążę, to w tym roku zbiorę owoce moich starań. Na dodatek moje zdolności kierownicze wysuną się na pierwszy plan i przejmę inicjatywę we wszystkich przedsięwzięciach.  Z kolei liczba 2 określającą mój osobisty miesiąc pozwoli mi poznać wiele technik oraz przyswoić nowe idee …

Numerolodzy są przekonani, że życie każdego z nas jest zapisane w liczbach. Niektóre z nich są stałe, tak jak liczba urodzenia, inne zaś mogą zmieniać się wraz z nami – ze zmianą miejsca zamieszkania, nazwiska, wraz ze ślubem bądź rozwodem. Widoczne ślady numerologii można odszukać już w Biblii czy hinduskich Wedach, prowadzą one ludzkość od początku jej istnienia. Od niepamiętnych czasów numerologia była ona stosowana w każdej formie metafizycznych nauk, nawet Tarot - sztuka czytania z kart tkwi w niej głęboko.

O tym, w jak znacznym stopniu numerologia może wpłynąć na nasze życie pokazując ścieżkę, którą podążamy i którą podążać warto, możemy przekonać się podczas lektury niezwykłego podręcznika dla młodych adeptów tej sztuki czytania w liczbach. „Numerologia dla początkujących” opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio, to doskonała propozycja dla czytelników pragnących odnaleźć drogowskaz prowadzący do szczęścia i spełnienia. Gerie Bauer – pisarka, producentka telewizyjna, redaktorka czasopism, wykładowczyni i konsultantka zainteresowana wykorzystaniem numerologii oraz wskazówkami z niej płynącymi, proponuje nam krótki kurs sterowania swoim życiem. Nie bez przyczyny podtytuł książki brzmi:  „Prosta droga do miłości, pieniędzy i przeznaczenia”, bowiem dzięki zaakceptowaniu nowego wzorca naszego życia i zmianie planów oraz postaw w taki sposób, aby do wzorca tego pasowały, energia zostanie spożytkowana we właściwy sposób pomnażając nasze dobra i gwarantując codzienność pełną harmonii i spokoju.

Numerologia stanowi nie tylko klucz do poznania siebie samego i swojej przyszłości, ale także dostarczy informacji o każdej osobie, z która chcemy wejść w interakcje, niezależnie od tego, czy będzie to spotkanie na stopie prywatnej czy biznesowej. Wystarczy szybka kalkulacja oparta choćby na literach składających się na nazwisko, aby poznać osobowość drugiego człowieka i określić, w jaki sposób się zachować na przykład w trakcie negocjacji czy … na randce.

Wiedza dotycząca numerologii – jak wskazuje tytuł – jest dostępna nawet dla tych, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z jej możliwościami i technikami. W przeciwieństwie do wielu podręczników czy poradników z którymi zetknęłam się już wcześniej, „Numerologia dla początkujących” w prosty i klarowny sposób wyjaśnia to, co potrafi być niekiedy bardzo zawiłe. Książka podzielona jest na rozdziały, zaś każdy kolejny, to krok w kierunku pogłębienia naszej wiedzy. Naukę zaczynamy zatem od określenia mocy uniwersalnego roku naszych narodzin, a także mocy osobistego przeznaczenia, by zagłębiając się w cechy przypisywane każdej liczbie móc określić, w jaki sposób mogą one na siebie oddziaływać – tym samym nauczymy się podejmować trafne decyzje!

Przekonamy się również, że jedna  liczba może wpływać na wibrację innej, w zależności od swojego położenia. Poznamy również metodę docierania do prawdziwej osobowości danego człowieka, bez masek które przybiera – służyć do tego może wibracja spółgłoskowa. Za sprawą dodawania wartości liczbowej samogłosek oraz spółgłosek składających się na dane imię dane nam będzie poznać nie tylko jego pełną ekspresję, ale również kierunek, w którym właściciel danego imienia podąża i którym podążać powinien, jeśli chce odnaleźć sukces i szczęście.

Jako że numerologia pozwala również określić harmonijność relacji z innymi ludźmi, przy pomocy prostych obliczeń możemy sprawdzić jakość współpracy biznesowej czy naszego związku z partnerem (partnerką).Wystarczy tylko ustalić liczby przeznaczenia oraz sprawdzić ich kompatybilność, by zapewnić sobie powodzenie we wszystkich sferach życia, dzięki odpowiedniemu postępowaniu, reagowaniu, bądź też unikaniu.

Gerie Bauer znakomicie wczuła się w sytuację początkujących uczniów, nie zalewając nas potokiem informacji, tylko umiejętnie dawkując wiedzę i tłumacząc na przykładach jak należy wyznaczać konkretne liczby i określać wibrację. Autorka unika kreowania atmosfery mistycyzmu, nie próbuje nas przekonać za wszelką cenę, że numerologia działa, że jest doskonałym rozwiązaniem właśnie dla nas. „Numerologia dla początkujących” jest raczej zaproszeniem w daleką podróż. Podróż, której celem jest poprawa jakości życia. Podróż, której wynikiem jest poznanie siebie.

 

 

 

 

piątek, 15 lutego 2013

Beautiful Creatures w kinach


 

Niech mnie Ciemność pochłonie, jeśli jeszcze raz pozwolę Richardowi LaGravenese  dobierać obsadę. Moja frustracja nie wynika z faktu, że „Piękne istoty” były filmem interesującym, ale równocześnie rozczarowującym. Wszyscy, którzy mieli możliwość być na premierze, właśnie siedzą w fotelach kinowych, bądź planują film zobaczyć muszą mnie zrozumieć. Być może sami dostali (dostaną?) potężnej migreny o którą przyprawić może szczeniacki chichot głównego bohatera – Ethana Wate, a właściwie wcielającego się w tę postać Aldena Ehrenreich! Ale wszystko w swoim czasie, nawet upiorna zemsta w stylu Sarafine …
Wszyscy wielbiciele opowieści o Obdarzonych, czyli śmiertelnikach z wielką mocą, z pewnością oczekiwali na film od dnia, kiedy wydawnictwo Łyński Kamień wypuściło na polski rynek powieść „Piękne istoty”, pierwszą z serii „Kronik Obdarzonych”. Autorki: Kami Garcia i Margaret Stohl postawiły nie na wampiry (które powoli zaczynają już nużyć i polskich czytelników), ale na istoty, które w dniu szesnastych urodzin muszą opowiedzieć się po stronie Dobra bądź Zła, a właściwie Światła bądź Ciemności …
Powieść wiernie odtworzono na wielkim ekranie, zatem przenosimy się do miasteczka Gatlin w Karolinie Południowej, miejsca, które żyje przeszłością i z którego ucieka każdy, kto tylko może. Ostatnim wielkim wydarzeniem była tam wojna secesyjna (wciąż zresztą inscenizowana na nowo), nie dziwi zatem gorące pragnienie ucieczki Ethana. Wszystko się jednak zmienia w dniu przybycia tajemniczej Leny Duchannes, dziewczyny, o której nastolatek śni co noc, uporczywie próbując odwzorować na papierze jej twarz. Wydawałoby się, że czeka nas kolejne małomiasteczkowe love story gdyby nie fakt, że nowa uczennica lokalnej szkoły znacznie różni się od innych dziewcząt. Dekadenckie ciuchy tracą na znaczeniu w dniu, kiedy znieważana nastolatka traci kontrolę nad emocjami. Pękające szyby stanowią spektakularny widok i dają pojęcie o możliwościach Leny. Tyle tylko, że od tego incydentu łatkę „czarownicy” przypięło jej całe miasteczko …
Jedynie Ethan pozostaje pod wielkim wrażeniem wyjątkowości Leny nie bacząc na to, iż zbliżają się jej szesnaste urodziny, moment naznaczenia, w którym do głosu może dojść jej mroczna natura, jej dziedzictwo – Ciemność. Da dokładkę mamy jeszcze klątwę sięgającą – nie może być inaczej – wojny secesyjnej.
O przeciętności filmu i zbyt oczywistych niekiedy efektach specjalnych można zapomnieć obserwując Macona Ravenwooda (w tej roli doskonały Jeremy Irons) szaloną Sarafine vel panią Lincoln (nazwisko Emmy Thompson mówi samo za siebie) oraz seksowną, a wręcz wyzywającą i szokującą Ridley Duchannes (czyli Emmy Rossum). Egzaltowanej Alice Englert, czyli próbującej udawać emocje Leny aktorce dam już spokój, pozostawiając Was w głębokim rozczarowaniu filmem. Oficjalnie uznaję te 124 minuty jako stracone…
 
 

 

 

 

środa, 13 lutego 2013

Piękne Istoty nadchodzą

Wielbiciele magii, czarownice, czarownicy oraz wszyscy zafascynowani tym, co nas otacza...
 
Dziś premiera "Pięknych Istot" - obiecuję podzielić się z Wami wrażeniami. Na razie machnę tylko magiczna różdżką i wyczaruję trailer:-)
 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Gennifer Albin „Przędza”


Tytuł: Przędza
Autor: Gennifer Albin
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
 
 
 
 
 
 
 
 
Kiedy powiem „idealny świat” o czym pomyślisz? O organach władzy, które podejmują wybory służące rzekomo wielu ludziom? O stałym dostępie do pożywienia dostarczanego przez specjalne organizacje? O kontroli pogody, dzięki czemu ludzi omijają problemy związane z klęskami żywiołowymi? A może o technologii łat odnowy, dzięki której można leczyć większość poważnych chorób i o możliwości zapewnienia ludziom godnego odejścia, eufemistycznie zwanego „łagodzeniem brzemion starych wieków”?
Świat ten, choć pozbawiony wszelkich trosk, usuwanych z horyzontu obywateli ma jednak pewną wadę, którą jest nieświadomość. Nieświadomość tego, że rzeczywistość jest wyłącznie iluzja. Nieświadomość tego, że życie każdej jednostki – od chwili narodzin, aż do śmierci – jest dokładnie zaplanowane, a wszelkie odstępstwa od normy, natychmiast „spruwane”. Wreszcie, nieświadomość tego, że wolność obywatela jest ułudą, a wyróżnienie  – największą karą.
Zanim jednak zrozumiemy, jak bardzo ograniczające i fałszywe mogą być ideały, zagłębimy się w fantastyczną powieść autorstwa Gennifer Albin, opublikowaną nakładem Wydawnictwa Literackiego. „Przędza” to pozycja, która oplata nas swoja fabułą niczym świetlista nicią przeznaczenia, wciągając w wir wydarzeń tak nieprawdopodobnych, a jednak niepokojąco realnych, że nie sposób oderwać się od lektury. Nie sposób też nie zatęsknić za kolejną częścią cyklu, bowiem autorka przygotowała dla nas prawdziwą wyprawę w świat Arrasu, zaś zadania stojące przed nami (i przed bohaterami powieści) są zdecydowanie zbyt poważne i niebezpieczne, żeby uchwycić je w ramy tylko jednego tomu. Nie dajcie sobie wmówić, że jest to powieść dla młodzieży, jestem bowiem przekonana, że urok tkanej przez autorkę historii przyciągnie do książki wszystkich miłośników powieści science fiction, choć nie tylko – wszak świat kontrolowany przez Gildię, sprawującą władzę absolutną, boleśnie przypomina „Rok 1984” Orwella.
Autorka przedstawia nam szesnastoletnią Adelice Lewys, urodzoną w Romenie, w Sektorze Zachodnim. Spotykamy ją w szczególnym dla niej momencie – otóż szesnasty rok życia oznacza dla dziewcząt czas niezwykłego sprawdzianu, mającego na celu odkrycie daru. „Nikt nie wie, dlaczego niektóre dziewczyny mają dar, a inne nie. Rzecz jasna, istnieją pewne teorie. Że dziedziczy się go w genach. Albo że dziewczyny o otwartych umysłach nieustannie wiedzą wokół siebie sploty życia. Niektórzy twierdzą nawet, że dar trafia się wyłącznie ludziom o czystych sercach. Ja tam wiem swoje. To nie żaden dar, tylko klątwa” – pisze autorka, zaś w przypadku Adelice słowa te są niezwykle prawdziwe. Jej umiejętność tkania splotów, nawet bez pomocy krosna, zwraca uwagę nauczycieli mimo iż dziewczyna za wszelką cenę stara się ukryć swój talent. Jej rodzice doskonale zdawali sobie sprawę co oznacza powołanie w szeregi Kądzielniczek i jakie konsekwencje są z tym związane. Dlatego też, chcąc za wszelką cenę chronić córkę, od lat uczyli ją ukrywać swoje umiejętności. Za zdradę zapłacili najwyższą cenę, zaś Adelice została siłą przymuszona do szkolenia.
Kądzielniczki pełnią w strukturach Arrasu bardzo ważną rolę  – utrwalają i upiększają tkaninę z której składa się świat. Doświadczone pracownice używają Przędzy, która stanowi formę manipulacji wzbogacającej rzeczywistość i gwarantującej funkcjonującym metropoliom przetrwanie, a nawet rozwój. Nad procesem tkania nadzór sprawuje Gildia Dwunastu, zaś ambasadorem jest Cormac Patton (zwany pierwszym przystojniakiem Strumienia), w rzeczywistości próżny, ale i bezwzględny mężczyzna, który zarówno dla władzy, jak i dla przyjemności, nie cofnie się przed niczym. Adelice szybko zwraca jego uwagę, nie tylko swoją niezwykłą urodą, podkreśloną jeszcze oryginalnym kolorem włosów, ale i wyjątkowymi zdolnościami. Ona jedna ze wszystkich powołanych do służby dziewcząt ma szansę objąć najwyższe stanowisko zostając Prządką i osiągając tym samym najwyższy stopień wtajemniczenia.
Tyle tylko, że Adelice daleka jest od spełnienia standardów Gildii jeśli chodzi o zachowanie – dziewczyna przoduje w niesubordynacji, zaś jej ciekawość świata i analityczny umysł szybko ściągają kłopoty. Przyszła Prządka odkrywa bowiem straszliwą prawdę o funkcjonowaniu istniejącej rzeczywistością, a właściwie jej … iluzji. Prawdziwe są jednak praktyki, dzięki którym władzy udaje się utrzymać tajemnicę oraz kontrowersyjne metody zarządzania – od przemapowania umysłów począwszy po kontrolę urodzin czy śmierci. Skoro ludzie są zaledwie splotami na tkaninie świata to nie ma nic prostszego, żeby eliminować „słabe ogniwa” tworząc społeczeństwo idealnych obywateli, ślepo podporządkowanych organom władzy.
Całe szczęście, że są jeszcze takie osoby, jak Adelice, Erik   asystent szkolnej instruktorki, czy buńczuczny kamerdyner Josten. Czy jednak są oni na tyle silni by stawić czoło Gildii? Czy bunt, który rodzi się na obrzeżach Arrasu, właśnie dotarł do pałacu zajmowanego przez Zakon? Czy Adelice odnajdzie swoją siostrę, której życie zostało wplecione w inną nić? Alternatywą dla buntu i ucieczki jest czyszczenie umysłu i ślub z Pattonem, co może stanowić nie lada motywację. Tylko, czy wystarczającą?
„Przędzę” Gennifer Albin śmiało można nazwać odkryciem bieżącego roku i gotowym scenariuszem na film. Klimat książki zbliżony jest do „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins tyle tylko, że zamiast państwa Panem mamy Arras, zamiast Kapitolu    Gildię, zaś igrzyska zastępują egzaminy na Kądzielniczki i późniejsze szkolenia. Albin stworzyła przerażający świat powstały na gruzach Ziemi, zapełniając go kontrolowanymi na każdym kroku obywatelami oraz bohaterami obdarzonymi niezwykłymi cechami charakteru i temperamentem. To sprawia, że z niecierpliwością nie przystojącą Kądzielniczce oczekiwać będę na kolejny tom powieści, nucąc tylko cichutko „(…) U Prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki/ przędą sobie, przędą jedwabne niteczki (…)”mając nadzieję, że Gildia mnie nie obserwuje.