Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans paranormalny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans paranormalny. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 października 2011

Harrison Kim "Nadejście aniołów mroku"

Życie każdego z nas ma inny kolor, inną aurę. W przypadku większości ludzi barwa jest odzwierciedleniem ich wieku czy też stanu ducha i może zmieniać się w zależności od pory roku czy otoczenia. W przypadku żniwiarzy aura jest jednak odzwierciedleniem ich poglądów i tego, w co wierzą: przeznaczenia bądź wolnej woli. Żniwiarzy światła zwykle otacza barwa ciemnoczerwona, zaś żniwiarzy ciemności - fioletowy. A jaki kolor może mieć nastolatka, pozbawiona ciała, która na dodatek w dość kontrowersyjny sposób awansowała na… strażniczkę aniołów mroku?
Historię Madison Avery opisuje Kim Harrison, a kolejny tom opowieści o (nie)typowej uczennicy liceum nosi tytuł „Nadejście aniołów mroku”. Autorka jest specjalistka w swoim fachu, a jako królowa gatunku paranormal romance zrobi wszystko, by utrzymać swoją pozycję. Ta jednak, wraz z „Nadejściem aniołów mroku” uległa pewnemu zachwianiu. Po znakomitym początku i niezłej drugiej części historii, nagle stało się coś niezrozumiałego. Mam bowiem przed sobą trzeci tom, który choć stanowi kontynuację wątku z poprzednich części, to jednak jest tak boleśnie infantylny i nieudolnie skonstruowany, że … strach go czytać.
Madison, głównodowodząca niebiańskiego oddziału specjalnego, która zazwyczaj zamiast trzymać się wytycznych z górnych sfer niebiańskich, woli działać po swojemu, znów ma wizje. Stawką jest tym razem dusza Tammy, zbuntowanej nastolatki i strażniczka zrobi wszystko, by Tammy została w domu i dopilnowała bezpieczeństwa swojego brata. To zajęcie jest na tyle wyczerpujące, że po raz kolejny oddala się jej plan odnalezienia swojego ciała, oddania amuletu i powrotu od normalnego życia.
Madison, wraz ze swoimi paranormalnymi przyjaciółmi i chłopakiem Joshem znów złamie boskie reguły i zburzy porządek anielskiego świata, odbierając spokój serafinom, a przy okazji i czytelnikowi. Chcąc ocalić Tammy i zlokalizować swoją cielesną powlokę, zawieszoną pomiędzy teraźniejszością i przyszłością, ogłusza nas dialogami z telenoweli rodem i postawą niegodną strażniczki. To wszystko sprawia, że po lekturze „Nadejścia aniołów mroku” faktycznie chcemy by … nadszedł mrok spowijający tę powieść i nie wypuszczający jej ze swych objęć. Pozostaje mi faktycznie zapomnieć o istnieniu feralnego, trzeciego tomu, bowiem tylko wówczas będę mogła z ciekawością sięgnąć po kolejną książkę Kim Harrison. Jak widać, czasami ciężko być królową, a jej powieści określane mianem „eksplozji paranormalności w codzienności” muszą się bardzo pilnować, by nie nadano im miana „eksplozji bylejakości w codzienności”.

Harrison Kim "Nadejście aniołów mroku", AMBER, 2011r.
Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

wtorek, 25 października 2011

Andrea Cremer "Blask nocy"

Miała być zaślubiona z Renierem Laroche’em. Mieli razem stworzyć nowy klan i kolejną grupę strażników, którzy strzegliby Jaskini Haldisa. Zrobiłaby wszystko dla swojego klanu, ale tym razem decyzja była dla wielu niezrozumiała. Uciekła przed ceremonią Zaślubin zostawiając za sobą Rena i ryzykując odtrącenie oraz oskarżenia o zdradę, byle tylko pomóc Shayowi uciec. Teraz, mimo iż jest coraz bardziej pewna swojej miłości, wciąż martwi się o tego, który pozostał w Vail.
Historia przywódczyni swego klanu, samicy alfa, czyli Calli, została wspaniale opowiedziana przez Andreę Cremer. Jej seria „Cień Nocy” stała się jedną z najgłośniejszych publikacji dla młodzieży w 2010 roku. Teraz na rynku pojawił się drugi tom książki, „Blask Nocy”, który rozpoczyna się niemal w tym samym momencie, w którym zakończyła się pierwsza część. Dla wszystkich, których wojny czarowników zdążyły już wciągnąć, a motyw opiekunów, poszukiwaczy i strażników zafascynował, czeka kolejna porcja magii i niesamowitych wydarzeń.
Calla i Shay spotykają się znów w siedzibie Poszukiwaczy - ludzi, których dziewczyna potrzebuje, by wydostać resztę klanu spod władzy Opiekunów. Potrzebuje jednak również Shay’a, jego dotyku, pocałunków i spojrzeń. Kochała go od pierwszej chwili, kiedy tylko go zobaczyła, a ich sekretne, kradzione chwile doprowadziły ją do miejsca, w którym się znalazła. Zawróciła z drogi przeznaczenia i tradycji, bo nie mogła pozwolić umrzeć swojej miłości. Opiekunowie zamierzali bowiem zmusić ją by zabiła Shaya podczas rytuału Zaślubin.
Był jednak jeszcze inny powód ucieczki z Vail – Calla porzuciła swój klan przekonana, że jest to jedyny sposób, by uratować jej ludzi. Teraz, kiedy poznała prawdę, ma szansę na realizację swojego planu wyzwolenia. Poszukiwacze odkrywają przed nią sekret Sojuszu, jednak by on zaistniał, musza najpierw zdobyć zaufanie młodych wilków, a ich intencją jest wszcząć falę buntu wśród Strażników.
Czy jednak Calla może zaufać Poszukiwaczom? Czy oni naprawdę planują przeprowadzenie ataku na Opiekunów i, czy dziewczyna jest gotowa walczyć z nimi ramię w ramię? Myśl o powrocie do Vail w takim samym stopniu przeraża ją co ekscytuje, ale będzie musiała podjąć decyzję. Biorąc pod uwagę doskonałe przygotowanie Poszukiwaczy i nastawienie do boju (każdą walkę traktują, jakby mogła być ich ostatnią) stanowią oni realną szansę na wyzwolenie ludu Calli.
Na rozterki związane ze strategią działania zmierzającą do uwolnienia się spod jarzma, nakładają się rozterki sercowe dziewczyny. Z jednej strony jest Shay, dla którego Calla poświęciła całe swoje dotychczasowe życie i przyszłość u boku Rena, z drugiej strony jest właśnie Ren. Nie dość, że go zdradziła, to jeszcze jej postępowanie sprawiło, że nie miał już szans na życie inne niż to, które było dyktowane przez Opiekunów. Czy zostawi go po raz drugi?
„Blask Nocy” Andrei Cremer to nowa jakoś romansu paranormalnego, gdzie naiwne dialogi czy pierwsze pocałunki zastępuje wartka akcja i mroczny świat ludzi, Strażników, Opiekunów i Poszukiwaczy, wykreowany przez autorkę. Powieść porywa, wciąga bez reszty i choć adresowana jest do nastolatek, to bardziej przypomina mocną fantastykę niż infantylną powiastkę. Bohaterowie także zostali mocno zarysowani na tle wydarzeń, a sama Calla może zostać prawdziwą samicą alfa, jeśli tylko pozbędzie się tych sentymentalnych mrzonek i braku decyzyjności w sferze uczuć. To wszystko sprawia, że „Blask Nocy” to pozycja, na którą warto zwrócić uwagę, a nawet dać się oślepić. Przynajmniej do czasu pojawiania się kolejnej książki w serii.

Andrea Cremer "Blask nocy", AMBER, 2011r.
Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

 

piątek, 2 września 2011

Josephine Angelini "Spętani przez bogów"


Erynie, czyli furie szlochające krwawymi łzami wywodzą się z greckiej mitologii. Ścigają one i karzą złoczyńców, są materialnym przejawem gniewu zmarłych. Po raz pierwszy pojawiły się w Orestei, cyklu sztuk Ajschylosa, a teraz czyhają na swoje ofiary w… Massachusetts, a właściwie na malutkiej wyspie Nantucket.
Tam właśnie mieszka Helena Hamilton, szesnastoletnia bohaterka książki Josephine Angelini, stanowiącej swoistą kompilację  mitologii, tragedii z codziennością nastolatki i miłością oraz nienawiścią. Tej ostatniej w powieści „Spętani przez bogów” nie zabraknie, bowiem dziewczyna - zazwyczaj łagodna, nieśmiała i zestresowana - już w pierwszym dniu przybycia nowego ucznia do szkoły rzuca się na niego z „morderstwem w oczach”. Nie umie tego wytłumaczyć, nigdy wcześniej nie spotkała Lucasa ani jego rodziny, a jednak czuje w ich obecności palący gniew. Ilekroć znajduje się w pobliżu kogokolwiek z wrogiej rodziny pojawiają się też kobiety w białych szatach, Erynie. O nich Helenia śni, podobnie jak o jałowej krainie, a co rano budzi się z poranionymi stopami i spowita pyłem.
Helena zapewne chciałaby, żeby ta przypadłość wiązała się ze zwyczajnym lunatykowaniem, ale kiedy któregoś dnia podczas biegu wzbija się w powietrze już wie, że kryje się za tym coś więcej. Kiedy na dodatek zostaje zaatakowana przez tajemnicze kobiety, Lucas jest bez wyjścia - musi wyjawić dziewczynie prawdę. A ta, jest bardziej fantastyczna, niż najdziwniejszy sen. Okazuje się bowiem, że zarówno Helena, jak i Lucas są…. Sukcesorami, potomkami Bogów.
Półbogowie są obecni na Ziemi od wieków, żyjąc pomiędzy ludźmi, zjednoczeni w swoich czterech Domach: Tebańskim, Atrydzkim, Ateńskim i Rzymskim. Niektórzy z nich są silniejsi od swoich współbraci, inni z kolei mają więcej zdolności, lecz ich moc nie zależy od potęgi rodziców. Każde kolejne pokolenie okazuje się bardziej utalentowane niż rodzice. Sukcesorzy  są w połowie ludźmi, w połowie archetypami i co pewien czas wyglądają jak dana postać historyczna, której życie los przeznaczył im za wzór.
Członkowie Domu Tebańskiego są potomkami Apolla, boga światła, a także muzyki, uzdrawiania i prawdy. Kim jest jednak Helena i do kogo jest podobna? Bo to, że należy do wrogiego Domu jest niemal pewne, skoro pojawiły się Erynie - przekleństwo i kara Domów, zmuszające ich przedstawicieli, by zabijali się nawzajem. Te animozje to ciąg dalszy konfliktu, wojny trojańskiej opisanej przez Homera w Iliadzie i Odysei. Od niej bowiem zaczął się spór o krew, który stopniowo rozprzestrzenił się na Cztery Wielkie Domy, czyli cztery różne linie Sukcesorów. Już Kasandra z Troi przepowiedziała, że jeśli zostanie tylko jeden Dom Sukcesorów, uda się im odzyskać Atlantydę, która na zawsze pozostanie ich krajem.  Fakt, że niektórzy z Sukcesorów w tym Stu Kuzynów należących do Domu Tebańskiego, w to wierzy sprawia, że Ziemia jest miejscem pojedynków na śmierć i życie. Z kolei gdyby Domy kiedykolwiek się zjednoczyły, wojna trojańska rozpoczęłaby się od tego samego momentu, w którym się zakończyła, czyli o krok od całkowitej zagłady cywilizacji. I jak w takiej sytuacji zawrzeć pokój, a co gorsza zakochać się?
Wygląda na to, że Helena jest jedyną przeszkodą stojącą na drodze do odzyskania Atlantydy dlatego też jest wielu, którzy pragną jej śmierci. I choć Lucas obiecał jej ochronę (od nienawiści do miłości przecież jeden krok), to jakikolwiek związek pomiędzy nimi jest niemożliwy - niczym Romeo i Julia pochodzą z wrogich Domów, a ich uczucie może rozpętać wojnę. Jaki zatem czeka ich los?
„Spętani przez bogów” to książka przepojona starożytnością, fascynującymi mitologiami i tajemnicą. Mimo, że po motyw mitów greckich sięga już coraz więcej autorów (czyżby nasycenie rynku wampirami sięgnęło zenitu?) to wciąż jest to rozkosznie świeża tematyka. Josephine Angelini przenosi nas w czasy wojen bogów, by powrócić do współczesności, a przy tym wciągająca fabuła gwarantuje nam nieustającą przyjemność. Oczywiście jest to rozrywka dla wybranych, nie każdy bowiem ten rodzaj literatury lubi. Jednak w tym przypadku ci, którzy paranormalne romanse czytują z pewnością zachwycą się miłością naznaczoną piętnem przeszłości i pozornie niemożliwą. Już sama okładka wyniesie ich na Olimp, gdzie popijając słodki nektar będą mogli zatopić się w lekturze „Spętanych przez bogów”.

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl


Josephine Angelini "Spętani przez bogów", AMBER, 2011r.


środa, 17 sierpnia 2011

Tiernan Cate "Płonący stos. Księga 2"

Pomyśl, jakie to uczucie pozostać wiecznie młodym, pięknym i zdrowym. Pomyśl tylko, co można zrobić, co osiągnąć mając nieograniczony czas. Tylko dlaczego niektórzy obdarzeni nieśmiertelnością uważają ten dar za przekleństwo? Jednym z nich jest Luke, który przez ostatnie dwieście pięćdziesiąt lat chciał, by czas płynął szybciej, który marzył o szansie na śmierć. Tak przynajmniej było, dopóki nie poznał Clio. To ona stała się jego światłem i zmieniła świat stając się jego częścią. Clio, a następnie Thais. Dwie siostry, bliźniaczki, rozdzielone po urodzeniu przez rodziców. Teraz pragnął ich obu…
Ci z was, którzy czytali pierwszą księgę „Płonącego stosu” wiedzą doskonale, jak potoczyła się dalej ta historia. Podczas Récolte uczestnicy znaleźli się w kręgu, gdzie zostali bezlitośnie wykorzystani, a ich emocje użyte jako paliwo. Dziś, Cate Tiernan wraca z kolejną księgą, zawierającą tomy „Kamienne Skrzydło” i „Naszyjnik wody”. I choć ta seria autorki nie wyróżnia się niczym wybitnym, a nawet niekiedy nudzi czy irytuje, to jest to doskonała lektura na lato dla tych, którzy dali się przekonać do literatury z gatunku paranormal romance, gdzie głównymi postaciami są czarodzieje.
Ktoś znów próbuje zabić Clio bądź Thais. Jedynym powodem dla którego chciałby to zrobić jest fakt, że jako bliźniaczki stanowiłyby zbyt duże obciążenie dla rytuału. Do przeprowadzenia pełnej Treize Daedalus potrzebuje trzynastu osób, ani jednej więcej. Czy to wystarczająca przesłanka, by popełnić morderstwo? Ktoś jednak wyraźnie próbuje je wyeliminować i to jeszcze przed rytuałem. Bliźniaczki muszą zatem zmobilizować wszystkie siły by poznać tożsamość oprawcy bowiem dopiero wówczas będą mogły z nim walczyć. Każda z nich ma osobiste powody by uczestniczyć w obrządku - Clio pragnie nieśmiertelności dla nich obu, zaś Thais pała żądzą zemsty, chce zniszczyć człowieka, który z zimną krwią pozbawił życia ich ojca.  Dziewczyna nie może bowiem uwierzyć, że był to zbieg okoliczności: śmierć rodzica, jej przyjazd do Nowego Orleanu, i to, że nie tylko poznała swoją siostrę bliźniaczkę, ale i dziwną historię, która od prawie dwustu pięćdziesięciu lat związana jest z bólem i cierpieniem.
Czy jednak uda im się przeżyć do czasu rytuału zwłaszcza że Daedalus ściąga do Nowego Orleanu wszystkich członków Treize, stowarzyszenia czarowników? A jeśli wezmą w nim udział, co się wydarzy, kiedy stężenie magii, energii i siły sięgnie zenitu, a każdy z grupy będzie mógł wypowiedzieć życzenie?
„Płonący Stos. Księga 2” Cate Tiernan niestety zawodzi szczególnie tych, którzy po lekturze księgi pierwszej, gdzie akcja nabrała tempa pod sam koniec, mieli nadzieję na więcej i lepiej. Momentami ciężko przebrnąć przez dywagację czarowników, a same bliźniaczki też nie starają się o to, by docenić chociaż ich inteligencję. Z tych dwóch sióstr, naprzemiennie opowiadających swoje dalsze losy stanowczo wole kontrowersyjną Clio, która nie ma oporów przed eksperymentowaniem ze swoimi magicznymi mocami, od wiecznie powracającej myślami do swojego starego życia Thais. Mimo wszystko książce jednak daleko jest do najlepszych pozycji tego gatunku autorstwa Meg Cabot czy L.J. Smith. A szkoda, bo temat jest na tyle ciekawy, że można go było rozwinąć w zupełnie inny sposób.

 
Tiernan Cate "Płonący stos. Księga 2", Wydawnictwo AMBER, 2011r.

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

wtorek, 16 sierpnia 2011

Chloe Neill „Niektóre dziewczyny gryzą”

A miało być tak pięknie - profesorski stołek na Uniwersytecie w Chicago, specjalizacja z literatury angielskiej, a dokładnie ze średniowiecznej literatury romantycznej i życie wypełnione książkami i studiami. Nic więc dziwnego, że kiedy Merit na kilka dni przed swoimi dwudziestymi ósmymi urodzinami budzi się na tylnym siedzeniu limuzyny i odkrywa, że została przemieniona w wampira, jest wściekła.
O losach tej niezwykle sympatycznej i utalentowanej wampirzycy przeczytamy w niezwykłej powieści paranormalnej „Niektóre dziewczyny gryzą”, która otwiera serię „Wampiry z Chicagolandu”. Autorka, Chloe Neill, stworzyła fascynującą historię kobiety zagubionej w świecie wampirów, a jednak obdarzonej silną mocą i wolną wolą, która wybitnie przeszkadza jej w podporządkowaniu się regułom nowego życia.
Merit, po szoku wywołanym odkryciem swojej przemiany, przypomina sobie brutalny atak, jakiego padła ofiarą idąc przez kampus Uniwersytetu Chicagowskiego, a następnie jego - wampira, który uratował ją przed śmiercią dając jej nowe życie. Tym samym sama stała się wampirem, elewem wampirzego Domu zaliczanego do najstarszych wśród dwunastu w Stanach Zjednoczonych. Jako, że tylko Mistrz Domu ma przywilej stwarzania nowych wampirów, to za jej metamorfozę odpowiedzialny jest Mistrz Cadogan, Ethan Sullivan, który ma wyjątkową chęć podporządkować sobie piękna nowicjuszkę.
Teraz kobieta będzie musiała dostosować się do nowych zwyczajów, picia krwi i dokładnie przestudiować Kodeks Domów Ameryki Północnej, stanowiący zbiór informacji na temat Domu Cadogan, jednego z trzech największych, poza Navarre i Grey. Ma dostawać pensję (i to całkiem sporą) i poza pewnymi ograniczeniami prowadzić normalną egzystencję (celowo nie użyję słowa „życie”). Niestety nie będzie mogła wrócić na studia i do swojej pracy asystentki bowiem uniwersytet nie życzy sobie zębatych w szeregach studentów, ani tym bardziej profesorów. Najbardziej jednak Merit boli konieczność podporządkowania się innym wampirom i złożenia ślubów wobec domu, szczególnie, że mistrz Cadogan wyraził życzenie uczynienia jej swoją nałożnicą.
Wampirka ma, oprócz sercowo - erotycznych dylematów sporo do zrobienia, zbliża się bowiem dzień Powierzenia, czyli formalnego wprowadzenia do Domu. Moment, w którym będzie musiała określić, czy akceptuje życie, które jej dano, czy uciec i żyć na marginesie społeczności, znosząc odrzucenie tych, którzy rozumieją jej głód, czyli zostać Buntownikiem.
Prawdopodobnie, to właśnie jeden z takich outsiderów napadł na nią rozrywając gardło, Buntownicy też są odpowiedzialni za kolejne morderstwa w Chicago. Tyle tyko, że z powodu medalionu Domu znalezionego na jednym z miejsc zbrodni podejrzenia pada właśnie na Dom Cadogan.
Czy Merit zjednoczy się z przynależącymi do jej Domu wampirami? Jako obdarzona olbrzymią mocą (opiera się urokowi wampirów) ma szansę wykryć zbrodniarza i oczyścić swój Dom od podejrzeń, a przy tym zbliżyć się do Ethana nawet, jeśli sama oszukuje się, że nie ma na to ochoty.
Chloe Neill tworząc świat, gdzie wampiry chodzą pomiędzy ludźmi, a rozwój techniki stwarza możliwość przechowywania i pakowania krwi, nie zaskoczyła oryginalnością. Mimo to rzeczywistość Chicagolandu i koncepcja Domów w których zrzeszone są wampiry jest niezwykle interesująca, a temperaturę lektury podwyższa dodatkowo przyciąganie pomiędzy Mistrzem a Merit. Wątek morderstw, zbliżający ten romans paranormalny do książek sensacyjnych stanowi dodatkowy plus dla autorki, która umiejętnie splatając ze sobą kilka wątków (także i tych krwawych) oddała w nasze ręce powieść wyróżniającą się znacznie na tle innych o podobnej tematyce. Fanom gatunku nie pozostaje zatem nic innego, jak po lekturze zasiąść w fotelu i niecierpliwie czekać na kolejne tomy serii. Popijając szklaneczkę bloody mary oczywiście……
Chloe Neill „Niektóre dziewczyny gryzą”, Wydawnictwo AMBER, 2011r.
Recenzja znajduje się takze na stronach wortalu literackiego Granice.pl

piątek, 12 sierpnia 2011

Rachel Caine "Niewidzialna"


Ma na imię Cassiel i kiedyś była dżinnem-istotą odwieczną jak Ziemia, z której czerpała moc. Małe, zabiegane istoty zwane ludźmi niewiele ją obchodziły, a przynajmniej do czasu, kiedy… stała się jedną z nich. Sprzeciwiła się Ashanowi, przywódcy prawdziwych dżinnów i wdała się w wojnę z Perłą (niegdyś jej siostrą w świecie demonów). Teraz Cassiel może przeżyć wyłącznie dzięki pomocy Strażników Pogody, czyli ludzi, którzy nadzorują oddziaływanie otaczających nas  żywiołów. Z jednym z nich, ze Strażnikiem rozporządzającym mocami Żywej Ziemi, Cassiel stworzyła związek, a przynajmniej usilnie starają się być razem.
Wszyscy wielbiciele serii o kobiecie- dżinnie, której przyszło zejść pomiędzy zwykłych śmiertelników, zapewne domyślają się, że ten przydługi wstęp zwiastuje dobrą nowinę, a mianowicie nadejście kolejnego (po „Wyklętej” i „Nieznanej”) tomu. „Niewidzialna” Rachel Caine to powrót do wątku rozpoczętego w poprzednich częściach, a mianowicie działalności Perły, która porywała i odmieniała dzieci, aż stawały się śmiertelnie niebezpieczne, kiedy się je rozzłościło. Obozy z których przetrzymywano maluchy rozsiane po całych Stanach Zjednoczonych, prowadzone były przez Kościół Nowego Świata, czyli skrajną organizację przechwytującą te jednostki, które zaczynały przejawiać typowe dla Strażników zdolności do kontrolowania mocy Ziemi, ognia i pogody. Kościół szykanował samych strażników wmawiając, że są oni bezwzględni i zabierają zdolności swoim dzieciom, czyniąc z nich psychiczne kaleki bądź zabijając je.
Tymczasem to właśnie Strażnicy, choć (jak to ludzie) niedoskonali, mieli najlepsze intencje, szczególnie wobec utalentowanych, niewinnych istot. Dlatego tez podjęli akcje uwolnienia dzieci z obozów, zakończoną częściowym sukcesem. Nie przewidzieli jednak tego, że owe słodkie dzieciaki są tak naprawdę niebezpiecznie utalentowane, a szkolone zbyt wcześnie i obdarzone mocą na którą nie były przygotowane, są niczym chodzące bomby zegarowe. Jedną z nich jest bratanica partnera Cassiel, Luisa Rocha- Ibby. Jej system nerwowy nie potrafi sobie skutecznie poradzić z przewodzeniem tak dużej energii, wyniszczając układ nerwowy i wywołując nieznośny ból. Jedyną nadzieją na wyzdrowienie dziewczynki jest Strażniczka Marion rezydująca w Strefie 51, czyli Krainie Marzeń w Wyoming. Szkoła, którą założyła, ma uczyć dzieci prawidłowego używania mocy i siły oraz kontroli nad sobą.
Strażniczka wierzy, że zdoła pomóc Ibby, szczególnie jeśli będzie miała u swego boku do pomocy zarówno Cassiel jak i Luisa. Tyle tylko, że dżin ma inne zadania, musi bowiem pokonać Perłę. Nie może dopuścić, żeby ta siostrzana walka przeniosła się do szkoły i ryzykować życie tak wielu istnień. Musi zaatakować pierwsza i to bardzo agresywnie, nawet jeśli tym samym zaprzepaści szansę na miłość i życie u boku Luisa. Cassiel ryzykuje także swoje życie bowiem po tym, jak została wyklęta, nie może się dostać do sfery eterycznej, jak to robiły dżinny i bezpośrednio czerpać stamtąd energii życiowej. Czy jednak ta misja i samotna walka mają szansę powodzenia?
Tworząc cykl powieści o upadłym dżinnie Rachel Caine doskonale wyczuła potrzeby rynku i lekkie zmęczenie czytelników wampirami. Jednocześnie książki utrzymane w konwencji paranormalnych romansów nie odbiegają zbytnio od szablonu, który zyskał uznanie klientów. Ta swoista produkcja książek dotycząca nie tylko Caine to odpowiedź na popyt i trudno się dziwić, ze powstają kolejne historie nie z tej ziemi. Jednocześnie autorce udaje się zaciekawić i przyciągnąć do kolejnych tomów, a zarówno językowi jak i konstrukcji „Niewidzialnej” nie można nic zarzucić. I niezależnie od tego, czy ktoś książki tego typu lubi czy też nie, to Rachel Caine zyskała już opinię popularnej autorki i dopóki będzie pisać będą pojawiali się amatorzy jej książek. Albo odwrotnie….

Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl


Rachel Caine "Niewidzialna", Wydawnictwo AMBER, 2011r.


środa, 10 sierpnia 2011

Castle, Jayne "Łowca miłości"


Pod koniec XXI wieku w pobliżu Ziemi otworzyła się energetyczna Kurtyna, która dawała możliwość podróżowania międzyplanetarnego. Tysiące osób zdecydowało się założyć nowy dom i zacząć nowe życie w niezbadanych dotąd światach. Jednym z nich, była Harmonia. Jednak pewnego dnia Kurtyna bez żadnego ostrzeżenia zamknęła się, a koloniści zostali odcięci od Ziemi.
Dwieście lat po zamknięciu się Kurtyny rozgrywa się akcja „Łowcy miłości” Jayne Castle, czyli Jayne Ann Krentz, znanej wszystkim wielbicielkom literatury kobiecej. Tym razem autorka próbuje pod pseudonimem wkroczyć na rynek romansów paranormalnych, choć styl w jakim to robi, budzi moje wątpliwości.
Teoretycznie niczego nie można jej zarzucić- mamy Harmonię, w której mieszka Elly St. Clair, robiąca karierę naukową wielbicielka botaniki i… przystojnego Coopera, szefa Gildii w Aurora Springs. Owa Gildia to skrzyżowanie biznesowych przedsiębiorstw z jednostkami militarnymi, chociaż w obecnych czasach traci na swej popularności, a jej szeregi opuszcza coraz więcej członków. Niejasne zasady działania tej organizacji do walki z duchami oraz skostniałe struktury wywołują coraz większy sprzeciw społeczeństwa.
Związek Elly z Cooperem i planowane zawarcie przez parę małżeństwa Przymierza odbija się negatywnie na pracy dziewczyny, a kiedy jeszcze zachodzą podejrzenia o interesowności łowcy duchów, Elly zrywa zaręczyny i wyjeżdża z miasta. Zaczynanie nowego życia nigdy nie jest łatwe, ale kiedy przyjaciółka ginie w katakumbach rozciągających się pod powierzchnią metropolii, St. Clair zrobi wszystko by ją odnaleźć. Bertha Newell była bowiem specjalistką od podziemi, splataczką, czy pararezonerką energii efemerycznej, potrafiła likwidować niebezpieczne pułapki iluzji, które często strzegły wejść do komnat w katakumbach. Skoro ta zdolność nie uchroniła jej przed niebezpieczeństwem, musiała natknąć się na coś poważnego.
Elly niestety nie ma zbyt mocnej paranormalnej zdolności psychicznego rezonowania z bursztynem i stosowania go do skupiania naturalnych fal energii, dlatego też, jeśli chce odkryć co tak naprawdę stało się z jej przyjaciółką, musi zwrócić się do osoby, która może wygenerować większe ilości „psi”. Oczywiście tą osobą jest Cooper Bonne, który tym razem już nie da jej odejść. Nie dość, że wykorzystując swoje talenty rezonera będzie walczył dla ukochanej z wysoce niestabilnymi, śmiertelnie groźnymi kulami ognistej, kwaskowo zielonej energii, nazwanych , czyli Niestabilnymi Znakami Obecności Energii Dysosnansu (nieoficjalnie zwanymi Duchami), to jeszcze uwiedzie ją na siedzeniu samochodu, wprost rozgrzewając do czerwoności tapicerkę.
To wszystko powinno zapewnić wszystkim wielbicielom gatunku znakomitą rozrywkę, a jednak tak nie jest. „Łowca miłości” usilnie stara się pretendować nie tyle do określenia go mianem romansu z domieszką zjawisk paranormalnych, ale do fantasy, choć zupełnie to nie wychodzi. Czytelnik, przytłoczony rezonującymi bursztynami, NiZOE-dami a nawet irracjonalnym zachowaniem Elly, zaczyna męczyć się już po kilku stronach, a sceny erotyczne są tylko słabą próbą ratowania opowieści.  Jestem przekonana, że to nie kwestia formy Jayne Ann Krentz tylko gatunku, w którym stawia nieśmiało pierwsze kroki. Głosuję za tym, by wróciła do thrillerów romantycznych, albo romansów z nutką historii w tle, bo w tych dziedzinach spisuje się zdecydowanie lepiej.

Recenzja znajduje się również na stronach wortalu literackiego Granice.pl
"Łowca miłości" Jayne Castle, Wydawnictwo AMBER, 2001

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

MaryJanice Davidson "Nieumarła i bezrobotna"

Myślicie, że utrata pracy to największa tragedia, jaka może spotkać człowieka? Otóż jesteście w błędzie. Tragedią jest bowiem stracić pracę, umrzeć, narodzić się na nowo i … pozostać bezrobotnym.
O tym, jak wielki to ból, wie doskonale Betsy Taylor, bohaterka niezwykle zabawnej i (nie) strasznej książki MaryJanice Davidson „Nieumarła i bezrobotna”. Ta paranormalna komedia romantyczna to już druga, po „Nieumarłej i niezamężnej” część historii o zwariowanej singielce  i wielkiej miłośniczce markowych butów, której przyszło zostać Królową Wampirów.
Po  szoku, jaki przeżyła odkrywając swoja nową naturę i walce z Nostro wydaje się, że Betsy ma już święty (to chyba nie najlepsze słowo w tym przypadku) spokój i może zająć się poszukiwaniem pracy. Bogata przyjaciółka nie może przecież utrzymywać jej do końca życia, zresztą jak na Królowa przystało, musi mieć przecież fundusze na jedyny nałóg jaki jej pozostał … zakupy nowych botków. Nic zatem dziwnego, że kiedy dostaje pracę w sklepie z butami w Centrum Handlowym Mall of America i zostaje ekspedientką w Macy`s, czuje się, jakby świat leżał u jej stóp.
Są jednak tacy, którzy uważają, że zawód sprzedawcy jest niegodny królowej, a jednym z tych osobników jest jej król, czyli nieumarty i wielce denerwujący Eric Sinclair. Poza zaspokajaniem swoich zachcianek czas najwyższy, żeby Betsy zabrała się za panowanie, a właściwie za ratowanie swoich poddanych. Po mieście grasuje bowiem seryjny morderca wampirów, a wszystko wskazuje na to, że jego prawdziwym celem jest nie kto inny, ale właśnie Betsy, za jej głowę zaś została wyznaczona nagroda. Morderstwa to część spisku mającego na celu pozbycie się jej, bowiem dla wielu stanowi prawdziwe zagrożenie, a jej pozycja budzi zazdrość. Nie dość, ze jest odporna na krzyże i wodę święconą, służą jej ogary, których nie stworzyła i ma bogatą sponsorkę, to jeszcze król darzy ją niezwykłą atencją.
Betsy wraz z przyjaciółmi będzie musiała wykryć sprawcę (sprawczynie?) zbrodni, a na dodatek zadbać o pewne niezwykłe dziecko zamieszkujące jej dom. No i oczywiście zaspokoić rządze swojego króla.
„Nieumarła i bezrobotna” to dość oryginalna historia dla wielbicieli gatunku, której lektura grozi natychmiastową śmiercią … przez pęknięcie ze śmiechu. Miało być strasznie, wyszło zabawnie i to w wielkim, iście królewskim (i wampirzym) stylu. Nie sposób odnaleźć w książce głębi, ale też nikt jej tu nie szuka. Ważne jest, że cięty język królowej wampirów i jej podejście do życia (a właściwie do nie-życia) gwarantują nam dobrą zabawę.


MaryJanice Davidson "Nieumarła i bezrobotna", Wydawnictwo AMBER, 2011r.
Recenzja znajduje się również na stronach wortalu literackiego Granice.pl