Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioł. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2013

Katarzyna Berenika Miszczuk „Ja, anielica”


Tytuł: „Ja, anielica”
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B
 
 
 
 
 
 
 
 
Były już anioły i demony, były wizje Piekła i Nieba, była miłość pozornie niemożliwa do spełnienia – pomiędzy wampirami a istotami ludzkimi, pomiędzy ziemiankami a mieszkańcami innych wymiarów czy innych gatunków. Jednak, w miarę pojawiania się tych książek na rynku, zatraciła się gdzieś ich świeżość i wyjątkowość. Dlatego też tęsknie wypatrywałam książki, która z iście piekielną siłą poruszy moje serce, bądź też anielskim balsamem ukoi moje serce.
Najlepsze zadatki na lekarza (którym nota bene autorka zostanie), jest Katarzyna Berenika Miszczuk, która nie strasząc nas wiecznym potępieniem i nie skazując na pobyt w Czyśćcu, wytrąca nas z równowagi, fundując ostrą jazdę po biblijnych krainach, intrygując, szokując, ale przede wszystkim serwując dużą dawkę humoru. Jej powieść „Ja, anielica”, opublikowana przez wydawnictwo W.A.B, to kolejna już pozycja w dorobku autorki udowadniająca niezwykłe poczucie humoru autorki i sprawność we władaniu piórem.
Choć książce daleko do wybitnej, dialogi niekiedy przytłaczają (można powiedzieć nawet: nużą), to jednak oryginalność fabuły oraz kreacja świata stworzona przez Miszczuk, zasługuje na uznanie. „Ja, anielica” to druga już część trylogii, na którą składają się również powieści „Ja, diablica” oraz „Ja, potępiona”. Pewne jest zatem, że nikt, kto pozna skomplikowana historie i dość oryginalne podejście do kwestii Piekła i Nieba, nie pozostanie obojętny na kolejne tomy. Chociaż największym atutem książki, jest postać głównej bohaterki, Wiktorii, diablicy na usługach Szatana (a może Archanioła?), której serce rozdarte jest pomiędzy Piotrusiem, a pociągającym diabłem Belethem.
Wiki spotykamy w dość niewygodnym dla niej momencie życia, kiedy musi zmagać się z trywialnymi, ziemskimi problemami. Całe szczęście, że nie pamięta swoich poprzednich wcieleń i nie jest świadoma, jak proste są codzienne czynności, kiedy tylko możemy do ich realizacji użyć odrobiny magii. Tymczasem, zamiast pracować jako diablica w Urzędzie w Niższej Arkadii i spędzać czas na przekonywaniu śmiertelników, że pragną trafić do Piekła, zmaga się ze studiami, śliskimi drogami, czy … zdradami. Kiedy wreszcie udało jej się zdobyć serce Piotrusia, pazerna Monika wyciąga po niego swoje szpony, zaś on najwyraźniej nie potrafi jej się oprzeć.  Jako zwykła śmiertelniczka Wiki zapewne rzuciłaby mężczyznę, zemściła się na jego kochance, po czym poszukała szczęścia gdzie indziej. Tyle tylko, że Wiktoria wcale zwykłą śmiertelniczka nie jest, zaś jej dziedzictwo – wszak jest w prostej linii potomkinią Adama i Ewy – czyni z niej istotę wyjątkową, obdarzoną Iskrą Bożą.
Choć Wiki nie pamięta, iż Beleth, przystojny kusiciel, który sprowadził ją do Piekła, usiłował ją uwieść, a na koniec oświadczył, że ją kocha, to on nie może jej zapomnieć (a może jej mocy?). Zrobi zatem wszystko, by dziewczynie wróciła pamięć, co tak naprawdę nie jest wcale trudne – jabłko wręczone przez przystojnego nieznajomego na ulicy jest tak naprawdę owocem z Drzewa Poznania Dobra i Zła. Dzięki niemu, zarówno ona, jak i Piotrek odzyskują pamięć o minionych wydarzeniach.  
Jednak miłość miłością, a najważniejszy w tej całej zabawie jest wszak interes. I to interes nie byle kogo, bo samego Azazela, który zdążył porzucić już niefortunny pomysł obalenia Lucyfera.  Teraz, jego apetyt znacznie wzrósł – pragnie zostać Archaniołem. Zdolności negocjacyjne diabła zdołały już się ujawnić w sądzie – Azazel udowodnił, że cała sprawa z rewolucją Lucyfera była zaledwie nieporozumieniem. Tym samym przekonał Gabriela, że sprawa z potępieniem jest już dawno nieaktualna i w pełni zasługuje na Niebo. Tyle tylko, że władze postawiły twarde warunki i nie chcą wpuścić diabłów bez … skrzydeł. Te zaś może stworzyć wyłącznie Wiki.
Zanim oskarżymy istoty piekielne o interesowność, tudzież transakcje noszące znamiona korupcjogenności czy szantażu, przekonamy się, że mieszkańcom Arkadii, nawet aniołom, też daleko jest do świętości. Ta skomplikowana fabuła jest prawdziwie diabelską sprawką, istnym majstersztykiem, jednak – jak każdy przesyt  – ilość wątków i wydarzeń może lekko zemdlić. Mimo tego „Ja, diablica” jest bez wątpienia powieścią oryginalną, której powiew świeżości łagodzi wszelkie stany spowodowane jej lekturą. Absurdalne historie, groteska, plącząca się po korytarzach Kleopatra, rezydujący w Los Diablos – stolicy Niższej Arkadii Michael Jackson, a nawet sam papież ściskający diabła, to wszystko może oburzyć, przytłoczyć, ale na pewno zapisze się nam w pamięci. Podobnie, jak stwierdzenie Wiki: „Wbrew pozorom śmierć nie była taka zła. Oczywiście, o ile trafiło się do Nieba lub Piekła, miejsc dobrej zabawy (…)”. Zatem … do zobaczenia w Piekle…

 

sobota, 13 października 2012

Anna Gręda "Angelus"

Tytuł: Angelus
Autor: Anna Gręda
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Istota zrodzona z aniołów i ludzi określana jest jako Nefilim. Jej istnienie pozwala sobie uświadomić, że skoro istnieją owoce miłości niebiańskiego oręża do ziemskich bytów, to musi także istnieć ich inne oblicze – potomkowie upadłych i ludzi. Potomstwo potępieńców. Pół-upadli, a pół-ludzie z szarymi bądź czarnymi skrzydłami. Angelus.  Zrodzeni jako owoce buntu upadłych, którzy oddali kawałki swoich dusz, by oni mogli zaistnieć, wędrują po Ziemi umierając i odradzając się w nieprzerwanym cyklu. Czego szukają? Sposobu na zbawienie, którego początkiem ma być Abaddoni – anioł zemsty.
Historię tych nieszczęśliwców, których pamięć przechowuje obrazy lat poprzednich, a dusza rozpaczliwie domaga się zbawienia, przybliża Anna Gręda. „Angelus” opublikowany przez Warszawską Firmę Wydawniczą, to całkiem poprawna opowieść dla młodzieży oraz tych wszystkich, którzy wierzą w to, iż anioły rzeczywiście istnieją, a na dodatek są wśród nas. Książka, jest kolejną już po „Róży z Irlandii” pozycją autorki, która mimo młodego wieku ma szansę stać się polską Kim Harrison czy Meg Cabot.
Poznajemy siedemnastoletnią uczennicę jednego z katowickich liceów, nastolatkę po tragicznych przejściach, szukającą ukojenia w dźwiękach gitary. Kiedyś, przed śmiercią ojca w wypadku chciała poświęcić się muzyce i w tym kierunku chciała podążać. Jednak odejście ukochanej osoby przewartościowało cały jej świat, a nastolatka odsunęła się od wszystkich, rezygnując również ze swoich marzeń. Zrozumieć nie może tego jej ambitna matka, która jako kobieta przedsiębiorcza zrobi wszystko, by otworzyć przed córką drzwi do studia nagrań. Stąd zaproszenie na jedno z jej przyjęć znanego właściciela wytwórni płytowej – Piotra Rapczewskiego. Matka widząca w Annie przyszłą gwiazdę pop to nie jedyny problem dziewczyny. Za usilną namową dyrektora szkoły, zgodziła się również wystąpić z repertuarem na szkolnym apelu. Teraz tego żałuje, bowiem jej partnerem ma być nikt inny, tylko nowy uczeń, niepokojąco przystojny i tajemniczy Paweł Rapczewski…
Chłopak, pomijając fakt posiadania sławnego i bogatego ojca, posiada również wielki talent, ale nie to niepokoi Annę. Otóż w jego towarzystwie zaczyna mieć dziwne wizje, w których przenosi się setki lat wstecz. Na dodatek znaleziona w starym domu puszka z aktem urodzenia Mariszki Sokołow, rosyjskiej arystokratki wydaje się być w dziwny sposób powiązana z jej osobą szczególnie, ze nastolatka po śmierci ojca znalazła w jego rzeczach nieśmiertelnik z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem hrabiny. Nie tylko w życiu Anny zaczynają dziać się zastanawiające rzeczy. Również jej najlepsza przyjaciółka Monika, od chwili poznania kolejnego nowego ucznia Dymitra Szlagowskiego zaczyna się dziwnie zachowywać, a na dodatek … słyszy głosy. 
Kim tak naprawdę są chłopcy i czy strach jaki wzbudzają ma swoje podstawy? Jaka więź łączy ich z dziewczynami i czemu nagle świat nastolatek zaczynają wypełniać zwierzęta, a zwłaszcza kruki i nietoperze? Czego dowiedzą się o sobie Anna i Monika i czy zaakceptują prawdę? Na te wszystkie pytania próbuje odpowiedzieć Anna Gręda, oddając w ręce fanów gatunku wciągającą książkę. Można krytykować nieczytelną czcionkę na okładce, motywy wyeksploatowane do granic możliwości przez innych autorów, kilka potknięć i absurdów (tym bardziej rzucających się w oczy, że książka umieszczona jest w polskich realiach), ale nie zmieni to faktu, że „Angelus” gwarantuje godzinny, całkiem przyjemny pobyt w świecie, gdzie można spotkać upadłych i usłyszeć trzepot skrzydeł. I to nie tylko czarnych piór dzieci upadłych, ale również zachwycających, białych skrzydeł Klucza – Angelusa pochodzącego od czystego anioła. To sprawia, że choć od zachwytu książką jestem daleka, to z zainteresowaniem śledzić będę dalsze poczynania autorki i dalsze losy wyjątkowej czwórki.
 
 
Recenzja została umieszczona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

niedziela, 29 lipca 2012

Frank E. Peretti "Synowie buntu"


Indoktrynacja, pełne zniewolenie społeczeństwa i manipulowanie opinią publiczną są niezwykle łatwe kiedy praca nad zmianą świadomości odbywa się u podstaw, najlepiej już w szkolnej ławie. Nic zatem dziwnego, że pewne grupy dążą do zmiany, poprzez kontrolowaną przez państwo publiczną edukację. Przeszkodą na drodze do sukcesu są jednak chrześcijanie, którzy wychowują i szkolą dwoje dzieci według biblijnych wierzeń i dla których Jezus jest źródłem nadziei i pocieszenia. Dlatego też tak istotne stało się znalezienie precedensu legislacyjnego i prawnego, który mógłby zmienić system nauczania i znieść naukę religii w szkołach. Dopiero wówczas możliwa będzie całkowita kontrola i kształtowanie umysłów młodego pokolenia. Narzędziem walki miał być proces przeciwko Akademii Dobrego Pasterza w Bacon’s Corner.
To właśnie w niepozornym rolniczym miasteczku na dalekiej prowincji ma miejsce kolejne starcie dobra ze złem. Ci którzy czytali „Władców ciemności” doskonale wiedzą, że demony wyjątkowo gustują w takich małych miejscowościach, gdzie duchowa mafia szybko może przejąć władze nad mieszkańcami. Tym razem Frank E. Peretti przeniósł akcję z Ashton do Bacon’s Corner, a „Synowie Buntu”, choć nawiązują tematyką do poprzedniej części, równie dobrze mogą stanowić niezależną powieść. Autorowi po raz kolejny udało się uniknąć banału, a lawirując pomiędzy wątkami sensacyjnymi i fantastycznymi, stworzył dzieło traktujące o dwóch światach, zarówno tym rzeczywistym, zamieszkanym przez ludzi, jak i niematerialnym, w którym walczą od wieków tocząc ze sobą dwie siły - Aniołowie Zastępu prowadzeni przez Tala, którego „siła ma źródło nie w mieczu, ale w świętych Bożych” oraz siły ciemności, którymi włada Ba-al za pośrednictwem Niszczyciela. Tym razem intryga świata zła jest bardziej przemyślana, zaś pretekstem do rozpoczęcia walki jest wydarzenie, które miało miejsce w szkole chrześcijańskiej, w klasie Toma Harrisa. Wyprowadzenie siłą jednej z dziewczynek i próby wypędzenia z niej demona stały się powodem wystąpienia z pozwem przeciw placówce, oskarżając ją o skandaliczne praktyki religijne wobec dzieci, fizyczne znęcanie się i nadmierną indoktrynację religijną oraz dręczenie, a także przeciwko nauczycielowi, któremu w efekcie odebrano dzieci.
Sprawa jest o tyle problematyczna, że za oskarżeniem stoi Amerykańskie Stowarzyszenie Swobód Obywatelskich ASSO, zrzeszające prawników, o idealistycznym nastawieniu, których motywacja jednak ma ostro antychrześcijański charakter. Co jednak łączy ASSO z Ośrodkiem Studiów nad Edukacją „Omega”, propagującym ideę światowego pokoju i jedności, zjednoczenie z rytmami natury i odwieczną ekspansją wszechświata?
Kim jest niejaka Sally, której samobójstwo zostało upozorowanie podczas gdy ona sama salwując się ucieczką, trafia na trop Bractwa Królewskiego i Świętego Zakonu Narodu? Jaki udział ma ta kobieta w przemianie osobowości Amber i wstąpieniu w nią demona Amethyst? Pytania pojawiają się z każdą stroną lektury, zaś potężna objętość powieści (600 stron) to wciągająca (choć znacznie mniej, niż „Władcy ciemności”) lektura. Przyznaje, że momentami byłam już zmęczona kolejnymi intrygami demonów i ich ofiarami, choć sam pomysł oraz kunszt autora są bez zarzutu.
W „Synach buntu” to modlitwa stanowi remedium na całe zło i mur obronny przed zakusami sił ciemności na niewinne dusze. Czy jednak zrzeszonych wokół kościoła Dobrego Pasterza jest wystarczająco wielu, by i tym razem dobro zwyciężyło? Przekonajcie się sami, o ile macie wystarczającą odwagę, by stanąć oko w oko z żółtymi ślepiami Ba-ala.

Frank E. Peretti "Synowie buntu", Vocatio, 2012 r.

Recenzja została umieszczona również na stronach wortalu literackiego Granice.pl

wtorek, 14 lutego 2012

Jess-Cooke Carolyn "Zawsze Przy Mnie Stój"

Anioła Stróża od innych aniołów odróżnia pieśń duszy, dzięki której łatwiej jest mu strzec Istot Chronionych, wywierać na nie wpływ. Pieśń duszy buduje harmonię pomiędzy aniołem a człowiekiem, łączy ich wola decydowania o własnym losie, wybory, których przyszło im dokonywać. Niektórzy Aniołowie Stróże są też wysłani na ziemię po to, aby strzegli swojego rodzeństwa, swoich dzieci i osób, które były im bliskie za życia. Obowiązkiem anioła jest bowiem ochrona człowieka przed nieodpowiedzialnymi słowami, złymi uczynkami, a także, przed konsekwencjami złych wyborów. Ich specjalnością są zmiany, których dokonują nieustannie, a mottem działania jest hasło „obserwujemy, chronimy, rejestrujemy i kochamy”. Kochają zatem bezwarunkowo, na przekór logice i to nawet wówczas, kiedy człowiek nie reaguje na pieśń duszy.
„Kiedy umarłam, zostałam Aniołem Stróżem”- tak zaczyna się znakomita powieść Carolyn Jess-Cooke „Zawsze przy mnie stój”. Choć okładka automatycznie budzi skojarzenie z anielskim paranormal romance, to książka jest raczej historią o trudnym człowieczym losie i pułapkach, jakie zastawia na nas zło, wykorzystując wszelkie słabości czy chwile zwątpienia.
Margot, Anioła Stróża poznajemy, kiedy powraca na ziemię, by otoczyć opieką samą siebie. Od tej chwili będzie milczącym świadkiem swoich życiowych wyborów i błędów które popełniła i które doprowadziły ją bezpośrednio do śmierci. Mając w pamięci burzliwe życie jakie wiodła, nieudane małżeństwo i porażkę wychowawczą postanawia zrobić wszystko, by temu zapobiec. Braki w wykształceniu, związki wypełnione przemocą, alkohol i narkotyki, bieda i dożywocie za morderstwo, które odsiadywał syn w chwili jej śmierci - tego postanowiła oszczędzić samej sobie. Czy jednak naprawdę można zmienić koleje losu, czy też żywot człowieka jest na stałe zapisany w gwiazdach?
Margot, poznaje swoich rodziców, a raczej ludzi, za sprawą których przyszła na świat, bo na żadne inne miano nie zasługują. Problemy zdrowotne, kochające małżeństwo, które ją adoptowało, zamach bombowy i kolejna rodzina, dla której wzięcie dziecka miało być intratnym interesem - anioł obserwuje te wydarzenia  z bólem, odnajdują w nich źródło  swoich późniejszych wyborów.
Traumę pogłębia jeszcze długoletni pobyt w Domu Dziecka im. Świętego Antoniego wypełniony potwornymi i pełnymi przemocy praktykami stosowanymi wobec dzieci przez wychowawców. Dopiero ucieczka z ośrodka i pobyt u Grahama i Irminy, pisarza i poetki, stanowiła szansę na powrót do normalnego życia. Szansę, której niestety ta pozbawiona już zdolności odróżniania dobra od zła a miłości od nienawiści dziewczyna, nie umiała wykorzystać. To zagubienie pogłębiła jeszcze śmierć Irminy, która zepchnęła Margot na margines jej środowiska.
Właściwie nie sposób wyraźnie zaznaczyć momentu od którego dziewczyna zaczyna staczać się po równi pochyłej prosto w objęcia śmierci. Być może ten upadek zaczął się już w chwili urodzenia? A może weszła na tę drogę w momencie pierwszego zauroczenia i związku z Sethem, a policzki i kopniaki czy drwiny i kłamstwa, jakich doświadczała były kamieniami ciągnącymi ją na dno? Być może było to w momencie poronienia, a może w trakcie długiego okres trwania w niebycie, zakrapianego alkoholem i wspomaganego marihuaną. Zawiązek z przystojnym i nieśmiałym pisarzem Toby’m mógł być światełkiem w tunelu, ale czy ktoś, kto nie kocha samego siebie, może pokochać drugą osobę?
Carolyn Jess-Cooke pokazuje nasze życie, jako pasmo wyborów, z których każdy determinuje kolejne decyzje. Czy jednak szczęście musi być okupione cierpieniem? Czy trzeba upaść na samo dno, by móc narodzić się na nowo? Dla Margot powrót na ziemie, jako swój Anioł Stróż był jedynym sposobem na ukończenie duchowej podróży, dzięki której mogła stać się mieczem w rękach Boga pokazując nam, że to my sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny, bo choć nasz Anioł Stróż robi wszystko, byśmy postępowali w zgodzie z zasadami, to niektóre rzeczy po prostu mają się wydarzyć. Tam, gdzie ludzie dokonują wyborów aniołowie nie mają władzy. Zatem nawet bez ich udziału możemy sięgnąć po wzruszająca powieść „Zawsze przy mnie stój”. Wspaniała, podszyta psychologią człowieka, naszymi emocjami i decyzjami historia stworzona przez autorkę jest dowodem na to, że każdy z nas jest kowalem swojego losu, a jeden zły wybór może pociągnąć za sobą kolejne, dopóki stanowczo nie przerwiemy tego zaklętego kręgu.

Jess-Cooke Carolyn "Zawsze Przy Mnie Stój", Wydawnictwo Otwarte, 2011 r.
Recenzja zostala umieszczona takze na stronach wortalu literackiego Granice.pl

sobota, 21 stycznia 2012

Laini Taylor "Córka dymu i kości"

Pojawiła się nagle w sklepie Brimstone’a – Dealera Marzeń, a chimery wychowały ją, jak jedyną z ich gatunku. Bez rodziców, bez przeszłości, za to z ciałem pokrytym bliznami i tatuażami, osiągnęła mistrzostwo w unikaniu odpowiedzi na pytania. Z jednej strony ekscentryczna dziewczyna o jaskrawo niebieskich włosach i alabastrowej cerze, która „poruszała się jak poezja, a uśmiechała jak sfinks” i „spojrzenie miała zawsze żywe, przekrzywiała głowę jak ptak, zaciskała usta, a ciemne oczy tańczyły, zdradzając ukryte za nimi cuda i tajemnice. Z drugiej strony zwyczajna (no może niezupełnie) nastolatka, siedemnastoletnia uczennica czeskiej Akademii Sztuk Pięknych, prywatnego liceum, w którym uczy się rysunku. Mówiąca dwudziestoma sześcioma językami piękność ze słabością do starożytnych brązowych monet i niezwykłą odwagą oraz z bliznami po ranach postrzałowych. Kim jest Karou, a raczej.. czym jest?
Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Laini Taylor, finalistka jednej z najważniejszych amerykańskich nagród literackich: National Book Award 2009. Światową sławę zapewniła jej adresowana do wielbicieli magii, aniołów i odwiecznej walki z demonami „Córka dymu i kości”, uhonorowana mianem „New York Times” Notable Book of 2011, przyznawanym najwybitniejszym powieściom roku. Choć daleka jestem do uznania tego romansu paranormalnego dziełem wybitnym, to bez wątpienia wyróżnia się ono znacząco na tle innych ckliwych powiastek z domieszką wampiryzmu czy szczyptą demonów.
Tym razem poznajemy szalenie inteligentną i niezwykle utalentowaną Karou, która dzieli czas pomiędzy zapełnianie kolejnych bloków rysunkowych postaciami z koszmarów sennych rodem, a pracą dla niejakiego Brimstone’a pod którego czujnym okiem dorastała. Jego sekretny sklep wydaje się być miejscem dość odrażającym, szczególnie dla wrażliwej nastolatki, pełen jest bowiem… zębów. Karou jednak nie tylko nie dziwią oryginalne towary oferowane przez jej opiekuna klientom, ale jeszcze sama pomaga mu w ich zdobyciu podróżując pomiędzy różnymi zakątkami globu za pomocą drzwi. Życie bowiem tak naprawdę w niczym nie przypomina bajek i nie możemy liczyć na wiedźmy wynagradzające naszą troskę czy złotą rybką spełniającą życzenia. Na całym świecie jest tylko jedno miejsce, gdzie ludzie mogą spełniając swoje marzenia - sklep Dealera Marzeń w którym obowiązującą walutą są właśnie zęby. Karou również beztrosko korzysta z tych życzeń zmieniając kolor włosów czy też usprawniając sobie funkcjonowanie w świecie rzeczywistym, przynajmniej do momentu, kiedy pojawia się on - Akiva.
Doniesienia o pięknych istotach, z niepasującymi do nich cieniami, wypalających na drzwiach w różnych krajach świata ślad dłoni, a następnie znikających w kłębach porannego powietrza, wydają się być dziecinnymi opowieściami czy bredzeniem osób będących pod wpływem substancji halucynogennych. Dopiero spotkanie i walka z aniołem uświadamiają, dziewczynie, że to realne zjawiska, a co więcej, zamiary serafinów nie są pokojowe.
Akiva istnieje tylko z powodu wojny, która rozpoczęła się tysiąc lat temu od masakry aniołów w Astrae, stolicy anielskiego imperium. Chimery dokonały wówczas rzezi wśród podobnych jemu i teraz pora jest na wyrównanie rachunków. Co jednak, kiedy na drodze do realizacji misji stoi piękna dziewczyna z niebieskimi włosami, która według Akivy, jest „człowiekiem naznaczonym diabelskimi oczami”? Czy można zarazem kochać i nienawidzić? Czy miłość anioła i wychowanki potwora ma jakąś szansę?
Laini Taylor „Córką dymu i kości” stworzyła nową jakość książek z rodzaju paranormal romanse. Mamy tu wszystko, co składa się na dobrą powieść - doskonale zbudowanych bohaterów, dynamiczną akcję, błyskotliwe dialogi i wciągającą fabułę, a wszystko doprawione szczyptą magii (i zębów). Karou pokochają wszyscy zwolennicy walk światów oraz opowieści, w których czary i rzeczywistość przenikają się wzajemnie. Odbiór książki potęguje szczególnie osoba bohaterki, wyalienowanej i zagubionej dziewczyny bez przeszłości z którą wielu ludzi śmiało może się identyfikować. Wszak sami nierzadko zadajemy sobie pytanie „Kim jestem?” Karou zaś dodaje jeszcze „Czym jestem?”

Laini Taylor "Córka dymu i kości", Amber, 2012 r.
Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

środa, 30 listopada 2011

Anne Rice "Pokuta"

Kiedy aniołowie wybierają sobie pomocnika i prześwietlają jego życie, nie zawsze zaczynają od początku. Mogą rozpocząć od teraźniejszości, potem cofnąć się i zatrzymać przy najwcześniejszych wspomnieniach, a później w mgnieniu oka przenieść się z powrotem do bieżącej chwili. Wszystko to pokazuje i wzmacnia ich emocjonalne przywiązanie do człowieka. Jeśli ktoś twierdzi, że taka więź nie istnieje, nie wierzcie mu”. Niekiedy trudno jest stwierdzić, jakie przesłanki kierują aniołami i dlaczego do swoich misji angażują właśnie te, a nie inne osoby. Być może przesądza o tym ogniste spojrzenie, może chart ducha, a może gdzieś głęboko w sercu ukryta dobroć…
Jak było w przypadku Lucky’ego Szczwanego Lisa, bohatera bestsellerowej powieści niezastąpionej Anne Rice? Tym razem autorka znana z kultowego już „Wywiadu z wampirem” czy serii książek o czarownicach z Mayfair zamieniła gotycką, krwawą prozę na hipnotyzująca powieść w anielskim stylu. „Pokuta” to znakomity come back Rice, który ponownie może zapewnić jej pierwsze miejsca w rankingach sprzedaży. Adresowana nie tylko do miłośników paranormalnych zdarzeń, ale do wszystkich, dla których dobra lektura oznacza niezwykły klimat, budowany z akcji, dialogów i scenerii powieść, jest osadzoną w dwóch wymiarach historią o aniołach i o ludziach zamkniętych w ciasnym ramach swoich poglądów i przekonań.
Lucky’ego, a właściwie Tobby’ego O’Dare poznajemy podczas wykonywania kolejnego intratnego zlecenia w kalifornijskim mieście Riverside, w hotelu Mission Inn. Ulubiony przez bohatera apartament dla nowożeńców ma się stać sceną morderstwa - Toby na zlecenie swego szefa, zwanego Panem Sprawiedliwym, ma zlikwidować kolejnego niewygodnego człowieka. Tym razem jednak nic nie przypomina rutynowego działania, z jakim od 10 lat ma do czynienia. „Coś w tym zleceniu zakłócało stan mojej równowagi stawiając pod znakiem zapytania powodzenie całej akcji”- mówi. Czyżby tym razem płatny zabójca, którego w policyjnych aktach nazywano Perfekcjonistą, Niewidzialnym Człowiekiem i Dżentelmenem włamywaczem straci refleks? A może… ogarnęły go wyrzuty sumienia…
Przez wszystkie te lata modliłeś się, by Pan Sprawiedliwy okazał się pracownikiem Interpolu lub FBI. Łudziłeś się, że stoi po stronie dobra i wszystko, co dla niego robisz, również takie jest (…)”- mówi tajemnicza postać, będąca świadkiem zbrodni. Świadomie nie użyłam słowa „osoba” bowiem byt, który objawia się Toby’ emu człowiekiem w żadnej mierze nie jest. Jego imię brzmi Malachiasz i jest… serafinem. „Stwórca Cię kocha”- twierdzi anioł- „Jestem tu, by pokazać ci inną drogę, która, jeśli nią podążysz, zaprowadzi cię do jego miłości”. Okazuje się, że Malachiasz potrzebuje mężczyzny do specjalnego zadania i tym samym daje mu szansę wykorzystania każdej umiejętności pomocy jemu i ludziom, którzy modlą się o stawiennictwo. Zanim jednak wyjawi Lucky’emu naturę swojej misji, wraz z czytelnikami cofnie się do czasów jego dzieciństwa byśmy dokładnie poznali wyjątkową naturę mordercy i przekonali się, co skłoniło go do wyboru takiej, a nie innej życiowej drogi.
Tym, co przyciągnęło mnie do Toby’ego była czysta, promieniująca z niego dobroć, której nic nie mogło przyćmić, doskonała umiejętność rozróżniania dobra od zła, odporna na kłamstwo, trwająca niezależnie od tego, jak potoczyło się jego życie”- tłumaczy nam swój wybór serafin, przenosząc nas jednocześnie do rodzinnego miasta chłopca, Nowego Orleanu, byśmy mogli prześledzić dorastanie chłopca w atmosferze matczynej miłości i wielkiego uznania dla jego muzycznego talentu. Co jednak sprawiło, że kochający grę na lutni Toby, stypendysta konserwatorium, któremu nauczyciele z chęcią dawali darmowe lekcje, zmienił się w bezwzględnego człowieka, gromadzącego pieniądze, których nie miał gdzie i na co wydawać, mordującego ludzi, których nazwisk nie znał? Jak wpływ miała na niego bezsensowna, tragiczna śmierć rodzeństwa, ucieczka do Nowego Jorku i praca dla restauratora Alonso?
Anioły nie potrafią zrozumieć ludzkich serc”- mówi Malachiasz - „szlochamy na widok grzechu, cierpienia, ale nie mamy serc podobnych ludzkimi”. Nad Toby’m można się użalać, choć on nigdy nie miał podobnych uczuć. Owładnięty miłością do muzyki i historii chłopak pragnął tylko jednego - poczucia bezpieczeństwa. To zapewniał mu w nieco wynaturzony sposób Pan Sprawiedliwy. „Jeśli obieca pan, że nigdy mnie nie zdradzi, zrobię dla pana wszystko, absolutnie wszystko, nawet to, czego inni nie potrafią”- obiecuje chłopak i tak zaczyna się jego kariera zabójcy.
Bóg ma jednak wobec Toby’ego inne plany, ale by dopełniło się przeznaczenie, będzie musiał on cofnąć się do czasów średniowiecza, do 1257 roku kiedy to na angielskim tronie zasiadł król Henryk z Winchesteru. Pod przebraniem dominikańskiego mnicha Toby musi zrobić wszystko, by ocalić poetę Meira, jego żonę Flurię, niesłusznie oskarżonych o otrucie i sekretny pochówek ich córki. Jego misja może zmienić bieg historii…
„Pokuta” Anne Rice to książka wyjątkowa, która udowadnia, że autorka wciąż jest w dobrej formie, a najnowsza powieść może odnieść sukces porównywalny do tego, jaki osiągnął „Wywiadem z wampirem”. Mroczny klimat pełen napięcia, zaskakujący rozwój akcji, a wszystko podszyte filozoficzno-egzystencjonalnymi rozważaniami - to nie mogło się nie udać. Dlatego też „Pokuta”, jako pierwsza książka z serii „Czas Aniołów”, jest znakomitą zachętą dla wielbicieli talentu autorki, jak i dla tych, którzy (jakimś cudem) jeszcze o niej nie słyszeli. Jedynym minusem książki jest to, że na kolejną część cyklu przyjdzie jeszcze poczekać.

Anne Rice "Pokuta", Wydawnictwo Otwarte, 2011r.
Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

środa, 26 października 2011

Harrison Kim "Nadejście aniołów mroku"

Życie każdego z nas ma inny kolor, inną aurę. W przypadku większości ludzi barwa jest odzwierciedleniem ich wieku czy też stanu ducha i może zmieniać się w zależności od pory roku czy otoczenia. W przypadku żniwiarzy aura jest jednak odzwierciedleniem ich poglądów i tego, w co wierzą: przeznaczenia bądź wolnej woli. Żniwiarzy światła zwykle otacza barwa ciemnoczerwona, zaś żniwiarzy ciemności - fioletowy. A jaki kolor może mieć nastolatka, pozbawiona ciała, która na dodatek w dość kontrowersyjny sposób awansowała na… strażniczkę aniołów mroku?
Historię Madison Avery opisuje Kim Harrison, a kolejny tom opowieści o (nie)typowej uczennicy liceum nosi tytuł „Nadejście aniołów mroku”. Autorka jest specjalistka w swoim fachu, a jako królowa gatunku paranormal romance zrobi wszystko, by utrzymać swoją pozycję. Ta jednak, wraz z „Nadejściem aniołów mroku” uległa pewnemu zachwianiu. Po znakomitym początku i niezłej drugiej części historii, nagle stało się coś niezrozumiałego. Mam bowiem przed sobą trzeci tom, który choć stanowi kontynuację wątku z poprzednich części, to jednak jest tak boleśnie infantylny i nieudolnie skonstruowany, że … strach go czytać.
Madison, głównodowodząca niebiańskiego oddziału specjalnego, która zazwyczaj zamiast trzymać się wytycznych z górnych sfer niebiańskich, woli działać po swojemu, znów ma wizje. Stawką jest tym razem dusza Tammy, zbuntowanej nastolatki i strażniczka zrobi wszystko, by Tammy została w domu i dopilnowała bezpieczeństwa swojego brata. To zajęcie jest na tyle wyczerpujące, że po raz kolejny oddala się jej plan odnalezienia swojego ciała, oddania amuletu i powrotu od normalnego życia.
Madison, wraz ze swoimi paranormalnymi przyjaciółmi i chłopakiem Joshem znów złamie boskie reguły i zburzy porządek anielskiego świata, odbierając spokój serafinom, a przy okazji i czytelnikowi. Chcąc ocalić Tammy i zlokalizować swoją cielesną powlokę, zawieszoną pomiędzy teraźniejszością i przyszłością, ogłusza nas dialogami z telenoweli rodem i postawą niegodną strażniczki. To wszystko sprawia, że po lekturze „Nadejścia aniołów mroku” faktycznie chcemy by … nadszedł mrok spowijający tę powieść i nie wypuszczający jej ze swych objęć. Pozostaje mi faktycznie zapomnieć o istnieniu feralnego, trzeciego tomu, bowiem tylko wówczas będę mogła z ciekawością sięgnąć po kolejną książkę Kim Harrison. Jak widać, czasami ciężko być królową, a jej powieści określane mianem „eksplozji paranormalności w codzienności” muszą się bardzo pilnować, by nie nadano im miana „eksplozji bylejakości w codzienności”.

Harrison Kim "Nadejście aniołów mroku", AMBER, 2011r.
Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackiego Granice.pl