Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzydła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzydła. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2013

Katarzyna Berenika Miszczuk „Ja, anielica”


Tytuł: „Ja, anielica”
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B
 
 
 
 
 
 
 
 
Były już anioły i demony, były wizje Piekła i Nieba, była miłość pozornie niemożliwa do spełnienia – pomiędzy wampirami a istotami ludzkimi, pomiędzy ziemiankami a mieszkańcami innych wymiarów czy innych gatunków. Jednak, w miarę pojawiania się tych książek na rynku, zatraciła się gdzieś ich świeżość i wyjątkowość. Dlatego też tęsknie wypatrywałam książki, która z iście piekielną siłą poruszy moje serce, bądź też anielskim balsamem ukoi moje serce.
Najlepsze zadatki na lekarza (którym nota bene autorka zostanie), jest Katarzyna Berenika Miszczuk, która nie strasząc nas wiecznym potępieniem i nie skazując na pobyt w Czyśćcu, wytrąca nas z równowagi, fundując ostrą jazdę po biblijnych krainach, intrygując, szokując, ale przede wszystkim serwując dużą dawkę humoru. Jej powieść „Ja, anielica”, opublikowana przez wydawnictwo W.A.B, to kolejna już pozycja w dorobku autorki udowadniająca niezwykłe poczucie humoru autorki i sprawność we władaniu piórem.
Choć książce daleko do wybitnej, dialogi niekiedy przytłaczają (można powiedzieć nawet: nużą), to jednak oryginalność fabuły oraz kreacja świata stworzona przez Miszczuk, zasługuje na uznanie. „Ja, anielica” to druga już część trylogii, na którą składają się również powieści „Ja, diablica” oraz „Ja, potępiona”. Pewne jest zatem, że nikt, kto pozna skomplikowana historie i dość oryginalne podejście do kwestii Piekła i Nieba, nie pozostanie obojętny na kolejne tomy. Chociaż największym atutem książki, jest postać głównej bohaterki, Wiktorii, diablicy na usługach Szatana (a może Archanioła?), której serce rozdarte jest pomiędzy Piotrusiem, a pociągającym diabłem Belethem.
Wiki spotykamy w dość niewygodnym dla niej momencie życia, kiedy musi zmagać się z trywialnymi, ziemskimi problemami. Całe szczęście, że nie pamięta swoich poprzednich wcieleń i nie jest świadoma, jak proste są codzienne czynności, kiedy tylko możemy do ich realizacji użyć odrobiny magii. Tymczasem, zamiast pracować jako diablica w Urzędzie w Niższej Arkadii i spędzać czas na przekonywaniu śmiertelników, że pragną trafić do Piekła, zmaga się ze studiami, śliskimi drogami, czy … zdradami. Kiedy wreszcie udało jej się zdobyć serce Piotrusia, pazerna Monika wyciąga po niego swoje szpony, zaś on najwyraźniej nie potrafi jej się oprzeć.  Jako zwykła śmiertelniczka Wiki zapewne rzuciłaby mężczyznę, zemściła się na jego kochance, po czym poszukała szczęścia gdzie indziej. Tyle tylko, że Wiktoria wcale zwykłą śmiertelniczka nie jest, zaś jej dziedzictwo – wszak jest w prostej linii potomkinią Adama i Ewy – czyni z niej istotę wyjątkową, obdarzoną Iskrą Bożą.
Choć Wiki nie pamięta, iż Beleth, przystojny kusiciel, który sprowadził ją do Piekła, usiłował ją uwieść, a na koniec oświadczył, że ją kocha, to on nie może jej zapomnieć (a może jej mocy?). Zrobi zatem wszystko, by dziewczynie wróciła pamięć, co tak naprawdę nie jest wcale trudne – jabłko wręczone przez przystojnego nieznajomego na ulicy jest tak naprawdę owocem z Drzewa Poznania Dobra i Zła. Dzięki niemu, zarówno ona, jak i Piotrek odzyskują pamięć o minionych wydarzeniach.  
Jednak miłość miłością, a najważniejszy w tej całej zabawie jest wszak interes. I to interes nie byle kogo, bo samego Azazela, który zdążył porzucić już niefortunny pomysł obalenia Lucyfera.  Teraz, jego apetyt znacznie wzrósł – pragnie zostać Archaniołem. Zdolności negocjacyjne diabła zdołały już się ujawnić w sądzie – Azazel udowodnił, że cała sprawa z rewolucją Lucyfera była zaledwie nieporozumieniem. Tym samym przekonał Gabriela, że sprawa z potępieniem jest już dawno nieaktualna i w pełni zasługuje na Niebo. Tyle tylko, że władze postawiły twarde warunki i nie chcą wpuścić diabłów bez … skrzydeł. Te zaś może stworzyć wyłącznie Wiki.
Zanim oskarżymy istoty piekielne o interesowność, tudzież transakcje noszące znamiona korupcjogenności czy szantażu, przekonamy się, że mieszkańcom Arkadii, nawet aniołom, też daleko jest do świętości. Ta skomplikowana fabuła jest prawdziwie diabelską sprawką, istnym majstersztykiem, jednak – jak każdy przesyt  – ilość wątków i wydarzeń może lekko zemdlić. Mimo tego „Ja, diablica” jest bez wątpienia powieścią oryginalną, której powiew świeżości łagodzi wszelkie stany spowodowane jej lekturą. Absurdalne historie, groteska, plącząca się po korytarzach Kleopatra, rezydujący w Los Diablos – stolicy Niższej Arkadii Michael Jackson, a nawet sam papież ściskający diabła, to wszystko może oburzyć, przytłoczyć, ale na pewno zapisze się nam w pamięci. Podobnie, jak stwierdzenie Wiki: „Wbrew pozorom śmierć nie była taka zła. Oczywiście, o ile trafiło się do Nieba lub Piekła, miejsc dobrej zabawy (…)”. Zatem … do zobaczenia w Piekle…

 

sobota, 13 października 2012

Anna Gręda "Angelus"

Tytuł: Angelus
Autor: Anna Gręda
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Istota zrodzona z aniołów i ludzi określana jest jako Nefilim. Jej istnienie pozwala sobie uświadomić, że skoro istnieją owoce miłości niebiańskiego oręża do ziemskich bytów, to musi także istnieć ich inne oblicze – potomkowie upadłych i ludzi. Potomstwo potępieńców. Pół-upadli, a pół-ludzie z szarymi bądź czarnymi skrzydłami. Angelus.  Zrodzeni jako owoce buntu upadłych, którzy oddali kawałki swoich dusz, by oni mogli zaistnieć, wędrują po Ziemi umierając i odradzając się w nieprzerwanym cyklu. Czego szukają? Sposobu na zbawienie, którego początkiem ma być Abaddoni – anioł zemsty.
Historię tych nieszczęśliwców, których pamięć przechowuje obrazy lat poprzednich, a dusza rozpaczliwie domaga się zbawienia, przybliża Anna Gręda. „Angelus” opublikowany przez Warszawską Firmę Wydawniczą, to całkiem poprawna opowieść dla młodzieży oraz tych wszystkich, którzy wierzą w to, iż anioły rzeczywiście istnieją, a na dodatek są wśród nas. Książka, jest kolejną już po „Róży z Irlandii” pozycją autorki, która mimo młodego wieku ma szansę stać się polską Kim Harrison czy Meg Cabot.
Poznajemy siedemnastoletnią uczennicę jednego z katowickich liceów, nastolatkę po tragicznych przejściach, szukającą ukojenia w dźwiękach gitary. Kiedyś, przed śmiercią ojca w wypadku chciała poświęcić się muzyce i w tym kierunku chciała podążać. Jednak odejście ukochanej osoby przewartościowało cały jej świat, a nastolatka odsunęła się od wszystkich, rezygnując również ze swoich marzeń. Zrozumieć nie może tego jej ambitna matka, która jako kobieta przedsiębiorcza zrobi wszystko, by otworzyć przed córką drzwi do studia nagrań. Stąd zaproszenie na jedno z jej przyjęć znanego właściciela wytwórni płytowej – Piotra Rapczewskiego. Matka widząca w Annie przyszłą gwiazdę pop to nie jedyny problem dziewczyny. Za usilną namową dyrektora szkoły, zgodziła się również wystąpić z repertuarem na szkolnym apelu. Teraz tego żałuje, bowiem jej partnerem ma być nikt inny, tylko nowy uczeń, niepokojąco przystojny i tajemniczy Paweł Rapczewski…
Chłopak, pomijając fakt posiadania sławnego i bogatego ojca, posiada również wielki talent, ale nie to niepokoi Annę. Otóż w jego towarzystwie zaczyna mieć dziwne wizje, w których przenosi się setki lat wstecz. Na dodatek znaleziona w starym domu puszka z aktem urodzenia Mariszki Sokołow, rosyjskiej arystokratki wydaje się być w dziwny sposób powiązana z jej osobą szczególnie, ze nastolatka po śmierci ojca znalazła w jego rzeczach nieśmiertelnik z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem hrabiny. Nie tylko w życiu Anny zaczynają dziać się zastanawiające rzeczy. Również jej najlepsza przyjaciółka Monika, od chwili poznania kolejnego nowego ucznia Dymitra Szlagowskiego zaczyna się dziwnie zachowywać, a na dodatek … słyszy głosy. 
Kim tak naprawdę są chłopcy i czy strach jaki wzbudzają ma swoje podstawy? Jaka więź łączy ich z dziewczynami i czemu nagle świat nastolatek zaczynają wypełniać zwierzęta, a zwłaszcza kruki i nietoperze? Czego dowiedzą się o sobie Anna i Monika i czy zaakceptują prawdę? Na te wszystkie pytania próbuje odpowiedzieć Anna Gręda, oddając w ręce fanów gatunku wciągającą książkę. Można krytykować nieczytelną czcionkę na okładce, motywy wyeksploatowane do granic możliwości przez innych autorów, kilka potknięć i absurdów (tym bardziej rzucających się w oczy, że książka umieszczona jest w polskich realiach), ale nie zmieni to faktu, że „Angelus” gwarantuje godzinny, całkiem przyjemny pobyt w świecie, gdzie można spotkać upadłych i usłyszeć trzepot skrzydeł. I to nie tylko czarnych piór dzieci upadłych, ale również zachwycających, białych skrzydeł Klucza – Angelusa pochodzącego od czystego anioła. To sprawia, że choć od zachwytu książką jestem daleka, to z zainteresowaniem śledzić będę dalsze poczynania autorki i dalsze losy wyjątkowej czwórki.
 
 
Recenzja została umieszczona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl