wtorek, 30 października 2012

Keri Arthur „Niebezpieczna rozgrywka”

Tytuł: Niebezpieczna rozgrywka
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Angra Mainyu to bóg ciemności, odwieczny niszczyciel dobra. Karmi się przyjemnością wynikającą z mroku i śmierci, a jego wyznawcy składają mu krwawe ofiary. Co jednak wspólnego to bóstwo ma z ekskluzywnym klubem Hunter`s Club i z piękną Riley Jenson – zmodyfikowanym genetycznie wilkołakiem?
Na to pytanie odpowie nam Keri Arthur, autorka dziewięciotomowego cyklu poświęconego strażniczce o wyjątkowych upodobaniach seksualnych. „Niebezpieczna rozgrywka” to kolejna już powieść poświęcona ofierze eksperymentów, zatrudnionej w Departamencie Innych Ras. Książka stanowi miłą odmianę po mdłych romansach z wampirami w tle, choć zdecydowanie nie powinny jej czytać rzesze nastolatek zafascynowanych zmiennokształtnymi i pozostałymi przedstawicielami nadnaturalnego świata. Sporo tu bowiem ostrego seksu w wykonaniu Riley i jej zmieniających się co noc partnerów, ale także przemocy i różnych wynaturzeń, stanowiących fetysz dla szukających mocniejszych doznań.
Mogłoby się wydawać, że Jenson jest prawdziwą szczęściarą – seks bez zobowiązań, ekscytująca praca i niezwykłe właściwości parapsychiczne czyniące ją doskonała strażniczką. Tak naprawdę jednak dziewczyna jest wilkołakiem, któremu kilku szaleńców wprowadziło do organizmu eksperymentalne leki czyniące z niej wampira i tak naprawdę nie wiadomo, jak zmieniać się będzie jej osobowość. Na dodatek z taką dwoistą naturą nie miała wyboru co do swojej przyszłości – mogła jedynie zostać w Departamencie albo zostać skierowaną do wojska wraz z innymi pechowcami, którzy otrzymali podobną jak ona dawkę specyfiku ARCI-23.
Mimo bogatego życia prywatnego służącego zaspokojeniu pierwotnych żądz Riley marzy jedynie o dziecku, to jednak w chwili obecnej jest niemożliwe. Quinn O`Conor, jedyny mężczyzna którego ojcostwo mogłaby rozważać, jest przedstawicielem innej rasy, a ku jej ubolewaniu niezwykle trudno jest temu starożytnemu wampirowi i milionerowi cokolwiek narzucić. Jej kolejny chłopak Kellen Sinclair także nie jest odpowiednim kandydatem o nowo poznanym chłopaku już nawet nie mówiąc. Jin Lu, pracownik Hunter`s Club pomimo posiadania ponętnego ciała jest podejrzanym, a przynajmniej jednym z elementów układanki, dzięki której Riley może rozwiązać zagadkę makabrycznych morderstw, które wstrząsają  Melbourne.
Śledztwo jest o tyle problematyczne, że utrudnia je sam Quinn, chroniąc dziewczynę przed nieznanym niebezpieczeństwem, zaś ta musi nie tylko tropić mordercę, ale i troszczyć się o  swoje życie. Po mieście bowiem krążą nie tylko młode i żądne krwi wampiry, grasuje seryjny zabójca, ale pojawia się również Gautier, niegdyś pracownik Departamentu Innych Ras, dziś zacięty i okrutny wróg strażników. Pojawia się też niebezpieczeństwo wynikające ze zmiany, jaką lek wywołuje w psychice i organizmie dziewczyny. Nie tylko zaczyna ona widzieć i słyszeć uchodzące z ciał dusze zmarłych, ale ciąży jej odpowiedzialność wobec społeczeństwa. Może bowiem nadejść taki moment, że – podobnie jak Gautier – będzie zachwycała się polowaniem i jego krwawym końcem.
Jak zakończy się śledztwo? „Niebezpieczna rozgrywka” okaże się być rzeczywiście niebezpieczną, zaś seks niezwykle ostry, perwersyjny i ociekający krwią. Powieść jest rozrywką wyłącznie dla wybranych, kiedy jednak zagłębimy się w skomplikowaną psychikę Riley i jej pełne adrenaliny życie przekonamy się, że paranormalne romanse z happy endem nie są w stanie nas zaspokoić. Podobnie jak pół-wampirka pół-wilkołaczka będziemy chcieli więcej i więcej.



Recenzja została umiesczaona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

sobota, 13 października 2012

Anna Gręda "Angelus"

Tytuł: Angelus
Autor: Anna Gręda
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Istota zrodzona z aniołów i ludzi określana jest jako Nefilim. Jej istnienie pozwala sobie uświadomić, że skoro istnieją owoce miłości niebiańskiego oręża do ziemskich bytów, to musi także istnieć ich inne oblicze – potomkowie upadłych i ludzi. Potomstwo potępieńców. Pół-upadli, a pół-ludzie z szarymi bądź czarnymi skrzydłami. Angelus.  Zrodzeni jako owoce buntu upadłych, którzy oddali kawałki swoich dusz, by oni mogli zaistnieć, wędrują po Ziemi umierając i odradzając się w nieprzerwanym cyklu. Czego szukają? Sposobu na zbawienie, którego początkiem ma być Abaddoni – anioł zemsty.
Historię tych nieszczęśliwców, których pamięć przechowuje obrazy lat poprzednich, a dusza rozpaczliwie domaga się zbawienia, przybliża Anna Gręda. „Angelus” opublikowany przez Warszawską Firmę Wydawniczą, to całkiem poprawna opowieść dla młodzieży oraz tych wszystkich, którzy wierzą w to, iż anioły rzeczywiście istnieją, a na dodatek są wśród nas. Książka, jest kolejną już po „Róży z Irlandii” pozycją autorki, która mimo młodego wieku ma szansę stać się polską Kim Harrison czy Meg Cabot.
Poznajemy siedemnastoletnią uczennicę jednego z katowickich liceów, nastolatkę po tragicznych przejściach, szukającą ukojenia w dźwiękach gitary. Kiedyś, przed śmiercią ojca w wypadku chciała poświęcić się muzyce i w tym kierunku chciała podążać. Jednak odejście ukochanej osoby przewartościowało cały jej świat, a nastolatka odsunęła się od wszystkich, rezygnując również ze swoich marzeń. Zrozumieć nie może tego jej ambitna matka, która jako kobieta przedsiębiorcza zrobi wszystko, by otworzyć przed córką drzwi do studia nagrań. Stąd zaproszenie na jedno z jej przyjęć znanego właściciela wytwórni płytowej – Piotra Rapczewskiego. Matka widząca w Annie przyszłą gwiazdę pop to nie jedyny problem dziewczyny. Za usilną namową dyrektora szkoły, zgodziła się również wystąpić z repertuarem na szkolnym apelu. Teraz tego żałuje, bowiem jej partnerem ma być nikt inny, tylko nowy uczeń, niepokojąco przystojny i tajemniczy Paweł Rapczewski…
Chłopak, pomijając fakt posiadania sławnego i bogatego ojca, posiada również wielki talent, ale nie to niepokoi Annę. Otóż w jego towarzystwie zaczyna mieć dziwne wizje, w których przenosi się setki lat wstecz. Na dodatek znaleziona w starym domu puszka z aktem urodzenia Mariszki Sokołow, rosyjskiej arystokratki wydaje się być w dziwny sposób powiązana z jej osobą szczególnie, ze nastolatka po śmierci ojca znalazła w jego rzeczach nieśmiertelnik z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem hrabiny. Nie tylko w życiu Anny zaczynają dziać się zastanawiające rzeczy. Również jej najlepsza przyjaciółka Monika, od chwili poznania kolejnego nowego ucznia Dymitra Szlagowskiego zaczyna się dziwnie zachowywać, a na dodatek … słyszy głosy. 
Kim tak naprawdę są chłopcy i czy strach jaki wzbudzają ma swoje podstawy? Jaka więź łączy ich z dziewczynami i czemu nagle świat nastolatek zaczynają wypełniać zwierzęta, a zwłaszcza kruki i nietoperze? Czego dowiedzą się o sobie Anna i Monika i czy zaakceptują prawdę? Na te wszystkie pytania próbuje odpowiedzieć Anna Gręda, oddając w ręce fanów gatunku wciągającą książkę. Można krytykować nieczytelną czcionkę na okładce, motywy wyeksploatowane do granic możliwości przez innych autorów, kilka potknięć i absurdów (tym bardziej rzucających się w oczy, że książka umieszczona jest w polskich realiach), ale nie zmieni to faktu, że „Angelus” gwarantuje godzinny, całkiem przyjemny pobyt w świecie, gdzie można spotkać upadłych i usłyszeć trzepot skrzydeł. I to nie tylko czarnych piór dzieci upadłych, ale również zachwycających, białych skrzydeł Klucza – Angelusa pochodzącego od czystego anioła. To sprawia, że choć od zachwytu książką jestem daleka, to z zainteresowaniem śledzić będę dalsze poczynania autorki i dalsze losy wyjątkowej czwórki.
 
 
Recenzja została umieszczona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl

sobota, 18 sierpnia 2012

J.R. Rain "Księżyc i wampirzyca"


Kiedyś wiodła normalne życie – dorastała w hrabstwie Orange, była cheerleaderką, ukończyła kryminalistykę w college`u w Fullerton i znalazła pracę w urzędzie federalnym. Wyszła poza tym za mąż i urodziła dwójkę wspaniałych dzieci. Tak wyglądało jej życie przed feralnym wieczorem w parku Hillcrest, kiedy została napadnięta. Kiedy została ugryziona. Kiedy … stała się wampirem.
Samantha Moon, matka, była żona i prywatny detektyw, właścicielka biura detektywistycznego Moon, to bohaterka znakomitej książki z gatunku paranormal romance, choć więcej w książce humoru i sensacji, niż wspomnianego romansu. „Księżyc i wampirzyca” autorstwa J.R.Rain to drugi tom z serii „Wampir do wynajęcia” Wydawnictwa G+J o dzielnej wampirce zwalczającej przestępczość w mieście. Samanthę pokochają wszyscy wielbiciele gatunku oraz internauci, bo wieść niesie, że niekiedy można spotkać ją na jednym z portali, gdzie loguje się pod pseudonimem Luna. Jeśli kiedykolwiek rozpoczniesz nocną rozmowę z dziewczyną, która zdradzi sekret swojej wampirze natury, to na pewno będzie ona.
Samantha, porzucona przez swojego męża, który nie tylko zabrał jej dzieci, ale i cały majątek, jest zmuszona samodzielnie stawiać czoła nie tylko ograniczeniom wynikającym z wampirzych przypadłości, ale i utrzymywać się ze zleceń. Dlatego też bez wahania przyjmuje każda sprawę, nawet taką, w której grozi jej prawdziwe niebezpieczeństwo. Jeden z klientów oskarża bowiem Jerry`ego Blluma o śmierć swojej żony. Nie byłoby nic nietypowego w tej  sprawie gdyby nie fakt, iż Bllum jest najgroźniejszym, narkotykowym bossem hrabstwa Orange, człowiekiem, którego boja się wszyscy. Fakt, że zdołał pozbyć się niemal wszystkich światków, którzy mieli zeznawać przeciwko niemu w procesie, a na dodatek zdołał tego dokonać siedząc w areszcie, nie nastraja optymistycznie tych, którzy planują wejść mu w drogę. Ale dla Samanhy nie ma przecież rzeczy niemożliwych – wszak udało jej się nawet przebić ręką kuloodporną szybę w stanowym więzieniu, niemal miażdżąc twarz sadystycznego męża swojej kolejnej klientki. Fakt, że zdołała tego dokonać przy cichej aprobacie strażników więziennych, pominę milczeniem.
Samantha jednak nie tylko zmuszona jest walczyć o przetrwanie i o swoją zawodową przyszłość i reputację, ale i o dzieci. Danny bowiem robi wszystko, żeby odseparować je od matki ograniczając kontakty do minimum, a nawet z premedytacją ich zabraniając. Szantażuje przy tym dziewczynę, grożąc ujawnieniem prawdy o tym, kim jest. W swoim zadufaniu nie spodziewa się jednak, że Samantha również może szykować dla niego niespodziankę. Nie docenia matczynej miłości i nie wie, że była żona gromadzi przeciwko niemu dowody, mogące raz na zawsze przekreślić jego karierę adwokata oraz odebrać dochody, jakie przynosi pewien klub dla niegrzecznych mężczyzn…
Życie Samanthy po ugryzieniu zmieniło się co prawda diametralnie, ale nie przestała ona być pociągającą kobietą, za którą szaleje niejeden agent FBI. Do grona jej wielbicieli zalicza się także rosły adwokat Kingsley Fulcrum oraz niejaki Kieł, poznany w sieci. Który z nich zdobędzie jej serce i ciało?
„Księżyc i wampirzyca” to książka wymykająca się stereotypom właściwym dla tego gatunku. Nie ma tu wątłych dziewczątek porywanych i uwodzonych przez wampiry, nie ma miłosnych wyznań i rozterek licealistek o niezupełnie ludzkiej naturze. Jest godna pożądania kobieta (no, może niezupełnie) z krwi i kości, jest sensacja, sporo wątków kryminalnych i szczypta erotyki. Fakt, że J.R.Rain, jako prywatny detektyw, zna „od podszewki” tajniki dochodzenia, dodaje powieści wiarygodności i wzbudza dodatkowe emocje. Atutem książki jest też niezwykła okładka i atmosfera tajemniczości, która sprawia, że z niecierpliwością wypatruje kolejnej części. Może „Amerykański wampir” wyjaśni choć część wątpliwości i odpowie na nurtujące mnie pytanie „Kim jest Kieł?”.


Recenzja znajduje się także na stronach wortalu literackego Granice.pl
"Ksieżyc i wampirzyca" J.R.Rain, Wydawnictwo G+J, 2012 r.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Charles Brokaw "Kod Lucyfera"


„Przybyłem na tę wyspę, by w spokoju spędzić moje ostatnie dni, lecz nie znalazłem tu spokoju. Znalazłem koniec świata. Widziałem go, widziałem Bestię, Diabła we wszystkich wcieleniach i widziałem jego usiłowania, by zniszczyć świat, zanim powróci Jezus”- pisze Jan z Patmos, znany również jako święty Jan bądź Jan Teolog, uważany za autora Księgi Objawienia Nowego Testamentu. Na Patmos miał on dwie wizję końca świata. Po jeden z nich napisał długi list do siedmiu chrześcijańskich Kościołów w Azji objaśniając, co jest nie w porządku w tych społecznościach, co powinno być zmienione oraz co się stanie, jeśli zmiany te nie zostaną wprowadzone. List ten stał się wspomnianą Księgą Objawienia. W drugiej wizji, mężczyzna ujrzał otwierające się w niebie drzwi co zinterpretował, jako objawienia końca świata i dokonania dzieła zniszczenia przez Szatana. Swoją przepowiednie opisał w Zwoju Radości - dokumencie, który przez tysiące lat pozostawał zaginiony, a wiedzę o jego istnieniu strzegła tajna organizacja Bractwo Ostatniego Zwoju Jana. Zwoju poszukują gorączkowo również potomkowie Kaina i wydaje się, że tym razem mają szansę na sukces. W ich ręce wpada książka, stanowiąca wskazówkę dotyczącą Zwoju oraz opowiadająca o świętym Janie. Problem w tym, że nikt nie umie jej przetłumaczyć. Potrzeba do tego światowej klasy lingwisty, a najlepiej tego, który zdołał odnaleźć mityczną Atlantydę. Potrzebny jest doktor Thomas Lourds – wykładowca na Harvardzie i wybitny badacz języków starożytnych.
Historia świętego Jana i jego objawienia stały się kanwą znakomitej książki, łączącej w sobie przygodę i historię „Kod Lucyfera” Charlesa Brokaw. Napisana z wielkim rozmachem powieść  zabiera nas w szaleńczą podróż po kolejnych krajach, w których szukać będziemy wskazówek prowadzących do odkrycia tajemnicy Zwoju. Otrzemy się o niebezpieczeństwo, narazimy się CIA i zadrzemy z wiceprezydentem USA. Akcja toczy się w szaleńczym tempie nie dając nam ani chwili wytchnienia po czym zostawiając rozedrganych z emocji. Pościgi, strzelaniny, tajemnice i sekrety sięgające wiele wieków wstecz, a także przepowiednie dość mrocznej przyszłości, czyli czasów triumfu Szatana wciągną nawet osoby, które za tego rodzaju literaturą nie przepadają.
Książka zaczyna się niewinnie, nie zapowiadając lawiny wydarzeń obejmujących nawet najwyższe głowy w strategicznych dla gospodarki światowej państwach. Kiedy Lourds wysiada na lotnisku w Stambule oczekuje tylko miłego pobytu, podczas którego ma wygłosić kilka wykładów na prośbę swojej przyjaciółki Olympii Adnan. Spotkanie ponętnej, rudowłosej kobiety, która zwraca się do niego z prośbą o autograf, wydaje się być prawdziwym prezentem od losu. Thomas, który znany ze swojej słabości do pięknych przedstawicielek płci przeciwnej deklaruje się służyć jej jako przewodnik po Stambule nie sądził, że padnie ofiarą porywaczki. Cleena Mac Kenna „świadczy usługi” na rzecz tych, którzy oferują duże sumy. Tym razem zlecenie jest na tyle intratne, że pozwoli jej zabezpieczyć przyszłość siostry i na zawsze odciąć się od przeszłości ojca, bojownika IRA. Tyle tylko, że sama naraża się na niebezpieczeństwo bowiem nie dość, że zleceniodawca nie ma zamiaru zostawiać świadków, to jeszcze jej tropem podąża CIA, które również pragnie przejąć Lourdsa.
I tak przygoda w Stambule zamienia się w mrożące krew w żyłach rozgrywki i w gorączkowe poszukiwanie Zwoju Radości - najbardziej niebezpiecznego dokumentu na świecie. Tłem dla tropienia tajemnic sprzed wieków są rozgrywki na szczytach władzy, zamachy w Arabii Saudyjskiej oraz walka o wpływy i o ropę. Czyżby spełniały się przepowiednie Jana z Palmos i plan Szatana zaczyna się realizować?
„Kod Lucyfera” charakteryzuje niezwykła dynamika akcji czyniąc opowieść idealną kandydatką do filmowej adaptacji. Nie jest to pozycja, nad którą trzeba długo się zastanawiać, kontemplować, co sprawia, że jest znakomitą, niezobowiązującą rozrywką na letnie wieczory czy jesienne popołudnie. Choć sama intryga wydaje się być mocno przerysowana, a Thomas nie pasuje do stereotypu poważnego profesora, skupiając się raczej na kobiecych ciałach niż starożytnym piśmie, to dzięki temu  książka zyskuje na lekkości i spontaniczności. Oczywiście schematyczność powieści wymusza zakończenie w iście amerykańskim stylu, ale przecież ostatecznie nikt nie oczekuje, że Charles Brokaw strąci nas w piekielną otchłań.

Recenzja została umieszczona także na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Charles Brokaw "Kod Lucyfera", Wydawnictwo BELLONA, 2012 r.

niedziela, 29 lipca 2012

Frank E. Peretti "Synowie buntu"


Indoktrynacja, pełne zniewolenie społeczeństwa i manipulowanie opinią publiczną są niezwykle łatwe kiedy praca nad zmianą świadomości odbywa się u podstaw, najlepiej już w szkolnej ławie. Nic zatem dziwnego, że pewne grupy dążą do zmiany, poprzez kontrolowaną przez państwo publiczną edukację. Przeszkodą na drodze do sukcesu są jednak chrześcijanie, którzy wychowują i szkolą dwoje dzieci według biblijnych wierzeń i dla których Jezus jest źródłem nadziei i pocieszenia. Dlatego też tak istotne stało się znalezienie precedensu legislacyjnego i prawnego, który mógłby zmienić system nauczania i znieść naukę religii w szkołach. Dopiero wówczas możliwa będzie całkowita kontrola i kształtowanie umysłów młodego pokolenia. Narzędziem walki miał być proces przeciwko Akademii Dobrego Pasterza w Bacon’s Corner.
To właśnie w niepozornym rolniczym miasteczku na dalekiej prowincji ma miejsce kolejne starcie dobra ze złem. Ci którzy czytali „Władców ciemności” doskonale wiedzą, że demony wyjątkowo gustują w takich małych miejscowościach, gdzie duchowa mafia szybko może przejąć władze nad mieszkańcami. Tym razem Frank E. Peretti przeniósł akcję z Ashton do Bacon’s Corner, a „Synowie Buntu”, choć nawiązują tematyką do poprzedniej części, równie dobrze mogą stanowić niezależną powieść. Autorowi po raz kolejny udało się uniknąć banału, a lawirując pomiędzy wątkami sensacyjnymi i fantastycznymi, stworzył dzieło traktujące o dwóch światach, zarówno tym rzeczywistym, zamieszkanym przez ludzi, jak i niematerialnym, w którym walczą od wieków tocząc ze sobą dwie siły - Aniołowie Zastępu prowadzeni przez Tala, którego „siła ma źródło nie w mieczu, ale w świętych Bożych” oraz siły ciemności, którymi włada Ba-al za pośrednictwem Niszczyciela. Tym razem intryga świata zła jest bardziej przemyślana, zaś pretekstem do rozpoczęcia walki jest wydarzenie, które miało miejsce w szkole chrześcijańskiej, w klasie Toma Harrisa. Wyprowadzenie siłą jednej z dziewczynek i próby wypędzenia z niej demona stały się powodem wystąpienia z pozwem przeciw placówce, oskarżając ją o skandaliczne praktyki religijne wobec dzieci, fizyczne znęcanie się i nadmierną indoktrynację religijną oraz dręczenie, a także przeciwko nauczycielowi, któremu w efekcie odebrano dzieci.
Sprawa jest o tyle problematyczna, że za oskarżeniem stoi Amerykańskie Stowarzyszenie Swobód Obywatelskich ASSO, zrzeszające prawników, o idealistycznym nastawieniu, których motywacja jednak ma ostro antychrześcijański charakter. Co jednak łączy ASSO z Ośrodkiem Studiów nad Edukacją „Omega”, propagującym ideę światowego pokoju i jedności, zjednoczenie z rytmami natury i odwieczną ekspansją wszechświata?
Kim jest niejaka Sally, której samobójstwo zostało upozorowanie podczas gdy ona sama salwując się ucieczką, trafia na trop Bractwa Królewskiego i Świętego Zakonu Narodu? Jaki udział ma ta kobieta w przemianie osobowości Amber i wstąpieniu w nią demona Amethyst? Pytania pojawiają się z każdą stroną lektury, zaś potężna objętość powieści (600 stron) to wciągająca (choć znacznie mniej, niż „Władcy ciemności”) lektura. Przyznaje, że momentami byłam już zmęczona kolejnymi intrygami demonów i ich ofiarami, choć sam pomysł oraz kunszt autora są bez zarzutu.
W „Synach buntu” to modlitwa stanowi remedium na całe zło i mur obronny przed zakusami sił ciemności na niewinne dusze. Czy jednak zrzeszonych wokół kościoła Dobrego Pasterza jest wystarczająco wielu, by i tym razem dobro zwyciężyło? Przekonajcie się sami, o ile macie wystarczającą odwagę, by stanąć oko w oko z żółtymi ślepiami Ba-ala.

Frank E. Peretti "Synowie buntu", Vocatio, 2012 r.

Recenzja została umieszczona również na stronach wortalu literackiego Granice.pl

czwartek, 12 lipca 2012

Christine Feehan "Mroczny obrońca"


Czy dwie osoby mogą być sobie przeznaczone? Czy gdzieś tam czeka na nas druga połowa, jedyna osoba przy której odnajdziemy szczęście i spełnienie? Jeśli kiedykolwiek marzyliśmy o wielkiej miłości to z pewnością niezwykle spodoba się nam zwyczaj Karpatian – stu procentowych monogamistów, którzy starannie dobierają partnerki i łączą się z nimi więzami krwi na wieki. Inna rzecz, że w przeciwnym wypadku istnieje ryzyko przejścia na „ciemną stronę mocy”  i zostania wampirem. Wszyscy karpatiańscy mężczyźni tracą bowiem z upływem czasu zdolność do odczuwania emocji i postrzegania kolorów, a żyjąc w monotonii mrocznego świata pełnego okrucieństwa i przemocy, doświadczają zwątpienia i pokusy, aby zaprzedać swoją duszę. Dopiero odnalezienie drugiej połówki nadaje ich życiu sens i pozwala uniknąć transformacji w wampira.
Karpatiańscy bracia: Gabriel i Lucjan przysięgli sobie przed setkami lat, że wzajemnie ocalą się przed zgubą i , jeśli którykolwiek będzie zmierzał ku upadkowi, brat skończy jego egzystencję. To Lucian stanął przed tym trudnym zadaniem, próbując ostatniego sposobu na ratunek dla Gabriela –postanowił udawać, że sam dołączył do grona nieumartych.  W ten sposób dał Gabrielowi powód do życia – zgładzenie brata.
Historię Karpatian przybliża nam Christine Feehan, a jej powieść z gatunku paranormal romance „Mroczny obrońca” to prawdziwa niespodzianka dla znudzonych już typowymi książkami o wampirach fanek gatunku. Tu, oprócz samych Karpatian, wampiry pojawiają się sporadycznie, a ich celem nie jest wyłącznie bezrefleksyjne pozbawianie ludzi krwi. Mamy za to przemoc i to w człowieczym (choć chciało by się rzec „zwierzęcym” wydaniu) oraz dziewczynkę, która doświadczyła najgorszego z okrucieństw. Jej ojczym i ukochany opiekun pozbawił życia matkę oraz brata, a ja samą ściga od lat mordując wszystkie życzliwe jej osoby.
Teraz Jaxon Montgomery jest już dorosłą kobietą, nieustraszonym oficerem policji, ale demony przeszłości podążają wciąż za nią. Materializują się one w osobie Tylera Drake`a, żołnierza jednostki specjalnej, który po śmierci ojca troskliwie zajął się nią kontynuując treningi sportowe i ucząc ją wszystkiego, co powinni wiedzieć wojskowi. Obsesja na punkcie przybranej córki i kontrolowania każdego aspektu życia doprowadziła do tragedii, a psychopatyczny Tyler, wielokrotny morderca, wciąż czai się w pobliżu uderzając z zaskoczenia.
Tym razem Jaxon znów czekała na atak, ale wraz ze swoim zespołem wpadła w pułapkę. Przed nieznanym sprawcą uratował ją Lucjan, któremu Gabriel darował życie pod wpływem przepowiedni swojej drugiej połówki – brat miał rzekomo odnaleźć już wkrótce swoja kobietę. Kobietą tą jest oczywiście Jaxon, choć Lucjan będzie miał nie lada problem, żeby przekonać o tym samą zainteresowaną. Przed oddaniem się w pełni mężczyźnie Jaxx powstrzymuje nie tylko świadomość, że znacząco różni się on od innych ludzi. Boi się także o jego życie, bo przecież Drake czyha na wszystkich, którzy cokolwiek znaczą w jej życiu. Kobieta nie przypuszcza jednak, że komuś jeszcze bardzo na niej zależy i to do tego stopnia, że wykradł jej wspomnienia i zrobi wszystko, żeby stała się jego. To starożytny wampir, jedyny, który może zmierzyć się z Lucjanem jak równy z równym.
„Mroczny obrońca” to książka pełna emocji, która pozwala nam zaangażować się w historie i pozwala odpocząć od banalnych historyjek o wampirach i zakochanych z nich śmiertelniczkach. Christine Feehan stworzyła książkę, która łączy w sobie to co najlepsze z gatunku paranormal romance oraz z powieści obyczajowej, bowiem tragiczna historia życia Jaxon poruszy każdego nawet, jeśli nie przepada za tego typu literaturą. To wszystko sprawia, że książka jest całkiem niezłą pozycją do plecaka nastoletniej fanki Karpatian. A po lekturze zawsze można pomarzyć, że jest się czyjąś drugą połówką. Takiego mężczyzny jak Lucjan na przykład …




Recenzja zostala także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl
Christine Feehan "Mroczny obrońca", AMBER, 2012 r.


niedziela, 8 lipca 2012

S.C. Ransom "Błękitna magia"


Fleet, płynąca z Hampstead w północnym Londynie, była kiedyś tętniącą życiem rzeką. Obecnie płynie ona pod ziemią, ale – choć zapomniana przez wieki – zachowała w sobie magiczną moc przemiany. Każdy, kto do niej wpada staje się istotą żywiącą się nieszczęśliwymi myślami i wspomnieniami, które kradnie ludziom, przechowując je następnie w amulecie noszonym przez wszystkich topielców.  Każdej nocy muszą oni  odwiedzać również katedrę Świętego Pawła, którą nazywają swoim domem.
Jednego z takich topielców, Calluma, poznała siedemnastoletnia Alexa, bohaterka wciągającej książki „Błękitna miłość” S.C.Ransom. To pierwsza część romantycznej historii o miłości niemożliwej, prawdziwej opowieści nie z tego świata, którą pokochały nastolatki zafascynowane widmowym Callumem i atmosferą tajemnicy i grozy, którą autorka doskonale potrafi zbudować. „Błękitna magia” to druga część serii, i zaryzykowałabym stwierdzenie, że ze swymi mrocznymi sekretami oraz umiejętnie stopniowanym napięciem, jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej.
W pierwszej części powieści Alexa, zakochana w Callumie, gotowa była złożyć się w ofierze, by tylko zakończyć żałosną egzystencję chłopaka zawieszonego pomiędzy dwoma światami. Namówiła ją do tego Catherine, siostra topielca, odbierając jednocześnie wszystkie wspomnienia dziewczyny i zostawiając na pewną śmierć. Ocalała ona dzięki swojemu ukochanemu, który opróżnił swój amulet ze skradzionego szczęścia i tym sposobem odzyskał kopie zapisów przeszłości dziewczyny, zaś po śmierci Catherine – wszystkie wspomnienia.
Wydawałoby się, że koszmar już się skończył i Alexa będzie mogła żyć szczęśliwie (o ile można tak powiedzieć o związku pomiędzy topielcem a człowiekiem) u boku swojego widmowego chłopaka. Wybita szyba w oknie i lakoniczna wiadomość „Znam twój sekret, Alexo” oznacza jednak ciąg dalszy walki o to uczucie, z góry skazane na porażkę. Włamanie do skrzynki pocztowej Alexy czy podszywanie się pod nią na portalu społecznościowym czy wreszcie kradzież wszystkich pieniędzy z jej konta to tylko wstęp do prawdziwej wojny, jaką dziewczyna będzie musiała stoczyć. Przeciwnikiem nie jest jednak, jak podejrzewa policja czy Callum, zazdrosna koleżanka, ale …Catherine.
Okazuje się, że siostra żałobnika nie tylko nie zginęła, ale udało jej się wydostać ze świata widm i wrócić do życia. Na dodatek mając cień wspomnień Alexy uzyskała dostęp do wszelkich informacji zarówno o samej dziewczynie, jak i o jej przyjaciołach. Nie zawaha się przed wyrządzeniem im krzywdy, z prawdziwą satysfakcją odbierze też błękitną bransoletkę, która łączy Alexę z ukochanym. Bez pomocy magii, walka będzie dużo trudniejsza, ale Alexa zrobi wszystko, by przywrócić ukochanego do jej wymiaru. Szczególnie, iż przykład Catherine pokazuje, że powrót do świata żywych jest możliwy. Problem jedynie w tym, że kluczem do przejścia na drugą stronę jest opróżnienie czyjegoś umysłu, czyli … skazanie go na śmierć. Czy Callum rzeczywiście zdecyduje się poświęcić życie niewinnego człowieka, żeby odzyskać swoje? Czy Alexa jest gotowa na związek z mordercą? A może istnieje inny sposób na to, by byli razem?
„Błękitna magia” nie odpowie na wszystkie pytania, utrzymując nas w napięciu i gorączkowym oczekiwaniu na kolejną część cyklu. S.C.Ransom stworzyła niezwykle wzruszającą mimo grozy opowieść, która niczym „Romeo i Julia” przekonuje nas, że dla miłości jesteśmy w stanie poświęcić wiele. Fabuła nie pozwala nam ani na chwilę się zdekoncentrować, utrzymując nieustannie stan gotowości do działania. bądź też do ucieczki przed zdesperowanymi żałobnikami, którzy zrobią wszystko, by wykraść nasze emocje. A tych podczas lektury „Błękitnej magii” jest mnóstwo, bowiem znakomicie skonstruowane postacie Alexy i Calluma stają się nam niezwykle bliskie, podobnie jak ich problemy. Pozostaje zatem kibicować ich nierealnej miłości i czekać na niespodziankę, jaką Ransom szykuje dla swoich bohaterów.


Recenzja została umieszczona również na stronach wortalu literackiego Granice.pl
S.C. Ransom "Błękitna magia", AMBER, 2011 r.