piątek, 15 lutego 2013

Beautiful Creatures w kinach


 

Niech mnie Ciemność pochłonie, jeśli jeszcze raz pozwolę Richardowi LaGravenese  dobierać obsadę. Moja frustracja nie wynika z faktu, że „Piękne istoty” były filmem interesującym, ale równocześnie rozczarowującym. Wszyscy, którzy mieli możliwość być na premierze, właśnie siedzą w fotelach kinowych, bądź planują film zobaczyć muszą mnie zrozumieć. Być może sami dostali (dostaną?) potężnej migreny o którą przyprawić może szczeniacki chichot głównego bohatera – Ethana Wate, a właściwie wcielającego się w tę postać Aldena Ehrenreich! Ale wszystko w swoim czasie, nawet upiorna zemsta w stylu Sarafine …
Wszyscy wielbiciele opowieści o Obdarzonych, czyli śmiertelnikach z wielką mocą, z pewnością oczekiwali na film od dnia, kiedy wydawnictwo Łyński Kamień wypuściło na polski rynek powieść „Piękne istoty”, pierwszą z serii „Kronik Obdarzonych”. Autorki: Kami Garcia i Margaret Stohl postawiły nie na wampiry (które powoli zaczynają już nużyć i polskich czytelników), ale na istoty, które w dniu szesnastych urodzin muszą opowiedzieć się po stronie Dobra bądź Zła, a właściwie Światła bądź Ciemności …
Powieść wiernie odtworzono na wielkim ekranie, zatem przenosimy się do miasteczka Gatlin w Karolinie Południowej, miejsca, które żyje przeszłością i z którego ucieka każdy, kto tylko może. Ostatnim wielkim wydarzeniem była tam wojna secesyjna (wciąż zresztą inscenizowana na nowo), nie dziwi zatem gorące pragnienie ucieczki Ethana. Wszystko się jednak zmienia w dniu przybycia tajemniczej Leny Duchannes, dziewczyny, o której nastolatek śni co noc, uporczywie próbując odwzorować na papierze jej twarz. Wydawałoby się, że czeka nas kolejne małomiasteczkowe love story gdyby nie fakt, że nowa uczennica lokalnej szkoły znacznie różni się od innych dziewcząt. Dekadenckie ciuchy tracą na znaczeniu w dniu, kiedy znieważana nastolatka traci kontrolę nad emocjami. Pękające szyby stanowią spektakularny widok i dają pojęcie o możliwościach Leny. Tyle tylko, że od tego incydentu łatkę „czarownicy” przypięło jej całe miasteczko …
Jedynie Ethan pozostaje pod wielkim wrażeniem wyjątkowości Leny nie bacząc na to, iż zbliżają się jej szesnaste urodziny, moment naznaczenia, w którym do głosu może dojść jej mroczna natura, jej dziedzictwo – Ciemność. Da dokładkę mamy jeszcze klątwę sięgającą – nie może być inaczej – wojny secesyjnej.
O przeciętności filmu i zbyt oczywistych niekiedy efektach specjalnych można zapomnieć obserwując Macona Ravenwooda (w tej roli doskonały Jeremy Irons) szaloną Sarafine vel panią Lincoln (nazwisko Emmy Thompson mówi samo za siebie) oraz seksowną, a wręcz wyzywającą i szokującą Ridley Duchannes (czyli Emmy Rossum). Egzaltowanej Alice Englert, czyli próbującej udawać emocje Leny aktorce dam już spokój, pozostawiając Was w głębokim rozczarowaniu filmem. Oficjalnie uznaję te 124 minuty jako stracone…
 
 

 

 

 

środa, 13 lutego 2013

Piękne Istoty nadchodzą

Wielbiciele magii, czarownice, czarownicy oraz wszyscy zafascynowani tym, co nas otacza...
 
Dziś premiera "Pięknych Istot" - obiecuję podzielić się z Wami wrażeniami. Na razie machnę tylko magiczna różdżką i wyczaruję trailer:-)
 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Gennifer Albin „Przędza”


Tytuł: Przędza
Autor: Gennifer Albin
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
 
 
 
 
 
 
 
 
Kiedy powiem „idealny świat” o czym pomyślisz? O organach władzy, które podejmują wybory służące rzekomo wielu ludziom? O stałym dostępie do pożywienia dostarczanego przez specjalne organizacje? O kontroli pogody, dzięki czemu ludzi omijają problemy związane z klęskami żywiołowymi? A może o technologii łat odnowy, dzięki której można leczyć większość poważnych chorób i o możliwości zapewnienia ludziom godnego odejścia, eufemistycznie zwanego „łagodzeniem brzemion starych wieków”?
Świat ten, choć pozbawiony wszelkich trosk, usuwanych z horyzontu obywateli ma jednak pewną wadę, którą jest nieświadomość. Nieświadomość tego, że rzeczywistość jest wyłącznie iluzja. Nieświadomość tego, że życie każdej jednostki – od chwili narodzin, aż do śmierci – jest dokładnie zaplanowane, a wszelkie odstępstwa od normy, natychmiast „spruwane”. Wreszcie, nieświadomość tego, że wolność obywatela jest ułudą, a wyróżnienie  – największą karą.
Zanim jednak zrozumiemy, jak bardzo ograniczające i fałszywe mogą być ideały, zagłębimy się w fantastyczną powieść autorstwa Gennifer Albin, opublikowaną nakładem Wydawnictwa Literackiego. „Przędza” to pozycja, która oplata nas swoja fabułą niczym świetlista nicią przeznaczenia, wciągając w wir wydarzeń tak nieprawdopodobnych, a jednak niepokojąco realnych, że nie sposób oderwać się od lektury. Nie sposób też nie zatęsknić za kolejną częścią cyklu, bowiem autorka przygotowała dla nas prawdziwą wyprawę w świat Arrasu, zaś zadania stojące przed nami (i przed bohaterami powieści) są zdecydowanie zbyt poważne i niebezpieczne, żeby uchwycić je w ramy tylko jednego tomu. Nie dajcie sobie wmówić, że jest to powieść dla młodzieży, jestem bowiem przekonana, że urok tkanej przez autorkę historii przyciągnie do książki wszystkich miłośników powieści science fiction, choć nie tylko – wszak świat kontrolowany przez Gildię, sprawującą władzę absolutną, boleśnie przypomina „Rok 1984” Orwella.
Autorka przedstawia nam szesnastoletnią Adelice Lewys, urodzoną w Romenie, w Sektorze Zachodnim. Spotykamy ją w szczególnym dla niej momencie – otóż szesnasty rok życia oznacza dla dziewcząt czas niezwykłego sprawdzianu, mającego na celu odkrycie daru. „Nikt nie wie, dlaczego niektóre dziewczyny mają dar, a inne nie. Rzecz jasna, istnieją pewne teorie. Że dziedziczy się go w genach. Albo że dziewczyny o otwartych umysłach nieustannie wiedzą wokół siebie sploty życia. Niektórzy twierdzą nawet, że dar trafia się wyłącznie ludziom o czystych sercach. Ja tam wiem swoje. To nie żaden dar, tylko klątwa” – pisze autorka, zaś w przypadku Adelice słowa te są niezwykle prawdziwe. Jej umiejętność tkania splotów, nawet bez pomocy krosna, zwraca uwagę nauczycieli mimo iż dziewczyna za wszelką cenę stara się ukryć swój talent. Jej rodzice doskonale zdawali sobie sprawę co oznacza powołanie w szeregi Kądzielniczek i jakie konsekwencje są z tym związane. Dlatego też, chcąc za wszelką cenę chronić córkę, od lat uczyli ją ukrywać swoje umiejętności. Za zdradę zapłacili najwyższą cenę, zaś Adelice została siłą przymuszona do szkolenia.
Kądzielniczki pełnią w strukturach Arrasu bardzo ważną rolę  – utrwalają i upiększają tkaninę z której składa się świat. Doświadczone pracownice używają Przędzy, która stanowi formę manipulacji wzbogacającej rzeczywistość i gwarantującej funkcjonującym metropoliom przetrwanie, a nawet rozwój. Nad procesem tkania nadzór sprawuje Gildia Dwunastu, zaś ambasadorem jest Cormac Patton (zwany pierwszym przystojniakiem Strumienia), w rzeczywistości próżny, ale i bezwzględny mężczyzna, który zarówno dla władzy, jak i dla przyjemności, nie cofnie się przed niczym. Adelice szybko zwraca jego uwagę, nie tylko swoją niezwykłą urodą, podkreśloną jeszcze oryginalnym kolorem włosów, ale i wyjątkowymi zdolnościami. Ona jedna ze wszystkich powołanych do służby dziewcząt ma szansę objąć najwyższe stanowisko zostając Prządką i osiągając tym samym najwyższy stopień wtajemniczenia.
Tyle tylko, że Adelice daleka jest od spełnienia standardów Gildii jeśli chodzi o zachowanie – dziewczyna przoduje w niesubordynacji, zaś jej ciekawość świata i analityczny umysł szybko ściągają kłopoty. Przyszła Prządka odkrywa bowiem straszliwą prawdę o funkcjonowaniu istniejącej rzeczywistością, a właściwie jej … iluzji. Prawdziwe są jednak praktyki, dzięki którym władzy udaje się utrzymać tajemnicę oraz kontrowersyjne metody zarządzania – od przemapowania umysłów począwszy po kontrolę urodzin czy śmierci. Skoro ludzie są zaledwie splotami na tkaninie świata to nie ma nic prostszego, żeby eliminować „słabe ogniwa” tworząc społeczeństwo idealnych obywateli, ślepo podporządkowanych organom władzy.
Całe szczęście, że są jeszcze takie osoby, jak Adelice, Erik   asystent szkolnej instruktorki, czy buńczuczny kamerdyner Josten. Czy jednak są oni na tyle silni by stawić czoło Gildii? Czy bunt, który rodzi się na obrzeżach Arrasu, właśnie dotarł do pałacu zajmowanego przez Zakon? Czy Adelice odnajdzie swoją siostrę, której życie zostało wplecione w inną nić? Alternatywą dla buntu i ucieczki jest czyszczenie umysłu i ślub z Pattonem, co może stanowić nie lada motywację. Tylko, czy wystarczającą?
„Przędzę” Gennifer Albin śmiało można nazwać odkryciem bieżącego roku i gotowym scenariuszem na film. Klimat książki zbliżony jest do „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins tyle tylko, że zamiast państwa Panem mamy Arras, zamiast Kapitolu    Gildię, zaś igrzyska zastępują egzaminy na Kądzielniczki i późniejsze szkolenia. Albin stworzyła przerażający świat powstały na gruzach Ziemi, zapełniając go kontrolowanymi na każdym kroku obywatelami oraz bohaterami obdarzonymi niezwykłymi cechami charakteru i temperamentem. To sprawia, że z niecierpliwością nie przystojącą Kądzielniczce oczekiwać będę na kolejny tom powieści, nucąc tylko cichutko „(…) U Prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki/ przędą sobie, przędą jedwabne niteczki (…)”mając nadzieję, że Gildia mnie nie obserwuje.
 

niedziela, 10 lutego 2013

Frater U.D. „Gdzie żyją demony? Wszystko, co musisz wiedzieć o magii”

Tytuł: „Gdzie żyją demony? Wszystko, co musisz wiedzieć o magii”
Autor: Frater U.D.
Wydawnictwo: Illuminatio


 
 
 
 
 
 
Abaddon, czyli Anioł Zniszczenia z Apokalipsy, Adirael na służbie u księcia Piekła Belzebuba, Agniel, czyli czwarta z dziesięciu Sefirot Zła i Nieczystości, Alat – demon chorób, demoniczny anioł nocy Lajla, czy też Sartael – zły archanioł sprawujący pieczę nad tym, co ukryte. Niezależnie od tego, które z tych imion przywołamy to wszystkie oznaczają demona – istotę obecną w wielu ludowych wierzeniach, religiach czy mitologiach. Czy tego chcemy czy też nie, są one częścią naszego życia na Ziemi, zajmując pozycję pośrednią pomiędzy bogami a ludźmi. Pierwotnie związane z pojęciem nieczystości sakralnej budzą  od zarania dziejów strach, a nawet przerażenie. Dzięki wyrazistości, stały się ulubionym motywem pisarzy czy reżyserów, którzy prześcigają się w obdarzaniu ich nowymi przymiotami i kreowaniu coraz straszniejszego ich oblicza. Ile jednak w tych filmach oraz książkach jest prawdy, a ile manipulacji i żerowania na ludzkich słabościach i pierwotnym lęku przed tym co nieznane, niezrozumiałe, niewytłumaczalne? Czy demony naprawdę istnieją, a jeśli tak, to gdzie rezydują?

Na to pytanie odpowiedzieć może tylko specjalista w zakresie magii i demonów – Frater U.D. Jest on autorem wielu publikacji, a także jednym z najsławniejszych europejskich praktykujących magów. Teraz, za pośrednictwem swojego alter ego, czyli ekscentrycznej i bezpośredniej cioci Klary, zabiera on czytelnika w podróż poprzez świat współczesnego okultyzmu, dzieląc się swoja wiedzą  i doświadczeniem. Warunek jest tylko jeden – musisz być świadomy, że książka „Gdzie żyją demony? Wszystko, co musisz wiedzieć o magii” uzależnia, ale budzi też skrajne emocjonalnie reakcje – od salw śmiechu tych, którzy słowa cioci Klary przyjmują jako science fiction po głęboką zadumę u tych, którzy magią się interesują, a pozycja Fratera U.D. jest tylko przystankiem na drodze ich wtajemniczenia.

Opublikowana nakładem wydawnictwa Illuminatio pozycja wyjaśnia liczne wątpliwości, które pojawiały się podczas warsztatów, seminariów prowadzonych przez autora oraz rozmów z innymi magami. Przyjęta forma pytań i odpowiedzi pozwala cioci Klarze na udzielanie wyczerpujących informacji, które naświetlają najistotniejsze elementy magicznych praktyk czy naturę istot określanych mianem demonów.

Opisywane jako „stara gadatliwa” ekspertka od wiedzy tajemnej siedząca „przy swoim antycznym biurku, popijając kawę i paląc jednego papierosa za drugim” alter ego maga objaśnia nam naturę rzeczy, coraz głębiej wciągając nas w zagadnienia, którymi niekoniecznie mieliśmy dotąd odwagę się zajmować. Przed lekturą warto dobrze się zastanowić, bowiem sekrety związane z praktykowaniem magii czy odprawianiem rytuałów mogą wciągnąć, a wówczas już nie będzie odwrotu.

Na tych, którzy bez lęku wyruszą na spotkanie z ciocią Klarą czeka nagroda w postaci wiedzy o magicznych zakonach, ich specyfice (ciocia Klara zakonom mówi stanowcze NIE!), adekwatności magicznej ścieżki do filozofii Wschodu czy też osoby Franza Bardona i jego magii. Dla posiadaczy domów w których straszy niezwykle interesujący będzie zapewne temat dotyczący następstw karmicznych i stukających duchów, znajdzie się również w książce wątek dotyczący Ordo Templi Orientisa i magii seksualnej. Ciocia Klara nie uchyla się również od odpowiedzi na temat zawartości magii w magii, czyli  problemu związanego z prawdziwą wiedzą magiczną i Harrym Potterem.

Mówi się, że nie ma głupich pytań, mogą być tylko głupie odpowiedzi. Jednak wszystkie dwadzieścia osiem pytań stanowi kwestie dręczące ludzi naprawdę zainteresowanych  magią i jej praktykowaniem. Odpowiedzi cioci Klary, choć okraszone zabawnymi komentarzami, pełne autoironii i dygresji, również świadczą o gruntownej wiedzy merytorycznej Fratera U.D. Tym samym, choć trudno wypowiedzieć się w kwestii przydatności zdobytej wiedzy, „Gdzie żyją demony? Wszystko, co musisz wiedzieć o magii” można uznać za lekturę intrygującą. To nie tylko zbiór informacji dotyczących magii, różnych jej aspektów, demonów czy rozmaitych pseudo-zakonów, ale i wiedza, której zazwyczaj boimy się poszukiwać „na własną rękę”. To również wartościowa pozycja dla tych wszystkich, którzy fascynują się innymi kulturami czy wierzeniami, od studentów religioznawstwa począwszy po czynnych magików i pasjonatów podróży astralnych. Zatem … niech magia i ciocia Klara będą z Wami!

sobota, 9 lutego 2013

Katarzyna Berenika Miszczuk „Ja, anielica”


Tytuł: „Ja, anielica”
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B
 
 
 
 
 
 
 
 
Były już anioły i demony, były wizje Piekła i Nieba, była miłość pozornie niemożliwa do spełnienia – pomiędzy wampirami a istotami ludzkimi, pomiędzy ziemiankami a mieszkańcami innych wymiarów czy innych gatunków. Jednak, w miarę pojawiania się tych książek na rynku, zatraciła się gdzieś ich świeżość i wyjątkowość. Dlatego też tęsknie wypatrywałam książki, która z iście piekielną siłą poruszy moje serce, bądź też anielskim balsamem ukoi moje serce.
Najlepsze zadatki na lekarza (którym nota bene autorka zostanie), jest Katarzyna Berenika Miszczuk, która nie strasząc nas wiecznym potępieniem i nie skazując na pobyt w Czyśćcu, wytrąca nas z równowagi, fundując ostrą jazdę po biblijnych krainach, intrygując, szokując, ale przede wszystkim serwując dużą dawkę humoru. Jej powieść „Ja, anielica”, opublikowana przez wydawnictwo W.A.B, to kolejna już pozycja w dorobku autorki udowadniająca niezwykłe poczucie humoru autorki i sprawność we władaniu piórem.
Choć książce daleko do wybitnej, dialogi niekiedy przytłaczają (można powiedzieć nawet: nużą), to jednak oryginalność fabuły oraz kreacja świata stworzona przez Miszczuk, zasługuje na uznanie. „Ja, anielica” to druga już część trylogii, na którą składają się również powieści „Ja, diablica” oraz „Ja, potępiona”. Pewne jest zatem, że nikt, kto pozna skomplikowana historie i dość oryginalne podejście do kwestii Piekła i Nieba, nie pozostanie obojętny na kolejne tomy. Chociaż największym atutem książki, jest postać głównej bohaterki, Wiktorii, diablicy na usługach Szatana (a może Archanioła?), której serce rozdarte jest pomiędzy Piotrusiem, a pociągającym diabłem Belethem.
Wiki spotykamy w dość niewygodnym dla niej momencie życia, kiedy musi zmagać się z trywialnymi, ziemskimi problemami. Całe szczęście, że nie pamięta swoich poprzednich wcieleń i nie jest świadoma, jak proste są codzienne czynności, kiedy tylko możemy do ich realizacji użyć odrobiny magii. Tymczasem, zamiast pracować jako diablica w Urzędzie w Niższej Arkadii i spędzać czas na przekonywaniu śmiertelników, że pragną trafić do Piekła, zmaga się ze studiami, śliskimi drogami, czy … zdradami. Kiedy wreszcie udało jej się zdobyć serce Piotrusia, pazerna Monika wyciąga po niego swoje szpony, zaś on najwyraźniej nie potrafi jej się oprzeć.  Jako zwykła śmiertelniczka Wiki zapewne rzuciłaby mężczyznę, zemściła się na jego kochance, po czym poszukała szczęścia gdzie indziej. Tyle tylko, że Wiktoria wcale zwykłą śmiertelniczka nie jest, zaś jej dziedzictwo – wszak jest w prostej linii potomkinią Adama i Ewy – czyni z niej istotę wyjątkową, obdarzoną Iskrą Bożą.
Choć Wiki nie pamięta, iż Beleth, przystojny kusiciel, który sprowadził ją do Piekła, usiłował ją uwieść, a na koniec oświadczył, że ją kocha, to on nie może jej zapomnieć (a może jej mocy?). Zrobi zatem wszystko, by dziewczynie wróciła pamięć, co tak naprawdę nie jest wcale trudne – jabłko wręczone przez przystojnego nieznajomego na ulicy jest tak naprawdę owocem z Drzewa Poznania Dobra i Zła. Dzięki niemu, zarówno ona, jak i Piotrek odzyskują pamięć o minionych wydarzeniach.  
Jednak miłość miłością, a najważniejszy w tej całej zabawie jest wszak interes. I to interes nie byle kogo, bo samego Azazela, który zdążył porzucić już niefortunny pomysł obalenia Lucyfera.  Teraz, jego apetyt znacznie wzrósł – pragnie zostać Archaniołem. Zdolności negocjacyjne diabła zdołały już się ujawnić w sądzie – Azazel udowodnił, że cała sprawa z rewolucją Lucyfera była zaledwie nieporozumieniem. Tym samym przekonał Gabriela, że sprawa z potępieniem jest już dawno nieaktualna i w pełni zasługuje na Niebo. Tyle tylko, że władze postawiły twarde warunki i nie chcą wpuścić diabłów bez … skrzydeł. Te zaś może stworzyć wyłącznie Wiki.
Zanim oskarżymy istoty piekielne o interesowność, tudzież transakcje noszące znamiona korupcjogenności czy szantażu, przekonamy się, że mieszkańcom Arkadii, nawet aniołom, też daleko jest do świętości. Ta skomplikowana fabuła jest prawdziwie diabelską sprawką, istnym majstersztykiem, jednak – jak każdy przesyt  – ilość wątków i wydarzeń może lekko zemdlić. Mimo tego „Ja, diablica” jest bez wątpienia powieścią oryginalną, której powiew świeżości łagodzi wszelkie stany spowodowane jej lekturą. Absurdalne historie, groteska, plącząca się po korytarzach Kleopatra, rezydujący w Los Diablos – stolicy Niższej Arkadii Michael Jackson, a nawet sam papież ściskający diabła, to wszystko może oburzyć, przytłoczyć, ale na pewno zapisze się nam w pamięci. Podobnie, jak stwierdzenie Wiki: „Wbrew pozorom śmierć nie była taka zła. Oczywiście, o ile trafiło się do Nieba lub Piekła, miejsc dobrej zabawy (…)”. Zatem … do zobaczenia w Piekle…

 

piątek, 25 stycznia 2013

Asia Greenhorn "Winter"

Tytuł: Winter
Autor: Asia Greenhorn
Wydawnictwo: Dreams
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kryształ górski, czyli biały kwarc, kojarzy się zazwyczaj z jego funkcją dekoracyjną. Tymczasem ma on wiele innych zastosowań – uważa się, że działa jako odpromiennik, chroni przed szkodliwymi, złymi wpływami. Z tego właśnie powodu bywa używany w medytacjach, wróżbiarstwie, czy … magii. Kryształ jest chętnie wykorzystywany do tworzenia amuletów chroniących przed gorączką, rozchwianiem emocjonalnym, a nawet jako pomoc w samorozwoju. Z jego pomocą możemy bowiem walczyć z własnymi słabościami oraz wadami, zaś osobie go noszącej daje wewnętrzny spokój i pobudza siły witalne. Kryształ może również stanowić barierę ochronną przed autodestrukcją, służy do ujarzmienia potencjalnie niebezpiecznych zdolności, mających swoje źródło w duszy ich właścicieli.
Jaką rolę odgrywa kryształ górski w życiu Winter Starr? Czy jest jedynie wisiorem zdobiącym jej szyje, jedną z niewielu pamiątek po rodzicach czy może odgrywa on zupełnie inną rolę? Może ma chronić zarówno ją, jak i jej otoczenie przed Mocą, która kryje się w każdej komórce dziewczyny, a także w każdej kropli krwi? W podróż do świata Winter, mrocznego i niebezpiecznego miasteczka Cae Mefus w Walii, zabiera nas Asia Greenhorn. „Winter” jest spektakularnym debiutem autorki, który na rynek polski wprowadziło wydawnictwo Dreams. Mimo, iż kanwa książki nie różni się niczym od innych popularnych powieści z wampirami w tle, to jednak Greenhorn zdołała nasycić strony swojego dzieła sporą dawką zagrożenia, tajemnicy, pożądania i niepewności co do dalszych losów bohaterów. Być może właśnie dlatego „Winter” zostaje w pamięci czytelników znacznie dłużej, niż tylko na czas lektury.
Życie Winter do góry nogami wywraca tajemnicza choroba babci, jedynej opiekunki, która pada ofiarą dziwnej śpiączki. Dziewczyna zostaje odesłana z kosmopolitycznego Londynu do małego miasteczka oddalonego od cywilizacji, do państwa Chiplinów, którzy mają pełnić tymczasowo  funkcję opiekunów – przynajmniej do czasu, kiedy babcia wyzdrowieje i będzie w stanie zaopiekować się nastolatką. Winter, choć otoczona sympatycznymi członkami nowej rodziny z najstarszym synem, Garethem, na czele, z trudem aklimatyzuje się w nowych warunkach. Jednak to nie brak rozrywek typowych dla dużego miasta, nawet nie rozłąka z przyjaciółką czy tęsknota za babcią są przerażające. Okazuje się bowiem, że jej nowy dom jest miejscem dość niepokojących, a nawet makabrycznych wydarzeń, z serią porwań młodych dziewcząt na czele.
Podobna sytuacja, niespotykana wprost fala przemocy, miała miejsce już piętnaście lat temu. Teraz wydaje się, że zło znów powróciło do Cae Mefus i jest tym bardziej niebezpieczne, że nieokreślone. Czy jednak na pewno? Szybko okazuje się, że jedną z niewielu  niewtajemniczonych jest właśnie Winter, której przeszłość okazuje się być wielką zagadką. Atak na dziewczynę, a także przemoc której staje się świadkiem zmuszają uprawnionych do wyznania jej prawdy. Otóż Winter nie jest zwyczajną nastolatką, ale córką Dwóch Ras, dzieckiem zrodzonym z ziemskiej kobiety i …wampira. Dzięki temu staje się kluczem Mocy, zaś jej krew zapewnić może nieśmiertelność całej rasie wampirów.
Nic dziwnego, że dziewczyna staje się łakomym kąskiem (i to w dosłownym tego słowa znaczeniu) i tak naprawdę przed jej zabiciem powstrzymuje wampiry jedynie Pakt określający reguły współżycia, który został zawarty pomiędzy Zakonem Ciemności a ludźmi. Na mocy tego aktu, istoty żywiące się dotąd krwią zobowiązały się zastąpić ją substytutem, podporządkować się Radzie Dwóch Ras i  zrezygnować z ataków na ludzi. Jednak w obliczu ostatnich wydarzeń wydaje się, że komuś bardzo zależy nie tylko na zerwaniu Paktu, ale i nad przejęciem kontroli nad Winter i potęgą krążącą w jej żyłach.
Czy Winter uda się rozwiązać zagadkę Mocy? Czy da jej się przeżyć rozgrywki toczące się pomiędzy Dwoma Rasami oraz nieczyste zagrywki obu stron? I co najważniejsze – czy znajdzie w sobie tyle siły i odwagi, by oddać swoje serce w ręce przystojnego i śmiertelnie niebezpiecznego Rhysa, prezesa klubu Nyksów i …wampira? Czy on powstrzyma zwierzęce pragnienie, jakie budzi w nim Winter? Te wszystkie pytania nasuwają się podczas lektury i wydaje się, że jednoznaczna odpowiedź nie jest możliwa. Wszak zarówno miłość, nienawiść, jak i żądze (w tym żądze władzy) nie podlegają zasadom logiki i nigdy nie wiadomo, jak potoczy się akcja i jaką niespodziankę w zanadrzu ma dla nas los.
„Winter” Greenhorn trudno jest określić mianem pozycji wyjątkowej, choć należy przyznać, że autorka stworzyła porywającą powieść, która niejednej nastolatce (i nie tylko nastolatce) zawróci w głowie i podbije serce. Kto bowiem nie lubi historii o miłości niemożliwej, o wielkim uczuciu, któremu na przeszkodzie stoi cały świat? Aura niezwykłości, tajemniczości, zagrożenia tylko potęguje nasze podniecenie podczas lektury, zaś świadomość, jak tragicznie skończył się związek rodziców Winter, dodatkowo przykuwa uwagę i wywołuje przyjemny dreszcz emocji. I nic w tym dziwnego, wszak  sugnwr gwaed, czyli wampir, od wieków charakteryzuje się tajemną mocą uwodzenia. Daj się zatem uwieść …
 
 
Recenzja została również umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl

niedziela, 6 stycznia 2013

Alyxandra Harvey "Wykradziona"

Tytuł: Wykradziona
Autor: Alyxandra Harvey
Autor: Akapit Press
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Niegdyś elfy były obecne w naszych rozmowach, opowiadano dzieciom o ich zwyczajach czy krainie, którą zamieszkują. Te wywodzące się z mitologii germańskiej stworzenia, pierwotnie przedstawiane były jako bożki natury oraz płodności, a następnie jako duszki leśne bądź wodne. Mówi się, że są one nieśmiertelne, mają piękne, przeźroczyste skrzydła, a ktokolwiek skosztuje zaserwowanych przez nich dań – na zawsze pozostanie w ich świecie.
Jakie tak naprawdę są elfy? Tego właśnie próbuje dowiedzieć się Alyxandra Harvey, znana zapewne wszystkim wielbicielom gatunku z takiej bestsellerowej serii, jak Kroniki Roku Drake`ów. Teraz, ze świata wampirów, przenosimy się w świat elfów, Leszczynowych Bab i bogunów, czyli wilkołaków maczających kapelusze w ludzkiej krwi. Powieść „Wykradziona”, opublikowana nakładem wydawnictwa Akapit Press, to fascynująca podróż do krainy Faery, zamieszkałej przez elfy i to elfy nie zawsze przyjaźnie nastawione do człowieka. To miła odmiana po ociekających krwią i namiętnością książkach, choć i tutaj napięcie rośnie, a niejeden raz zdobi się gorąco …
Poznajemy siedemnastoletnią Eloise, mieszkankę małego miasteczka Rowan. Wychowywana przez ekscentryczną matkę jest typową nastolatką, posiadającą dwójkę oddanych przyjaciół – Jo i Davina oraz jedną szaloną ciotkę Antonię, szalone dziecko Hartów, mieszkające w przyczepie i wciąż podróżujące w nieznane. Kiedy jednak pewnego dnia u jej stóp klęka przystojny chłopak odziany w wyszywaną złotem opończę, z mieczem przypasanym do spodni, zwracając się do niej „Jaśnie panienko”, El przeczuwa kłopoty.
I rzeczywiście – już wkrótce zostaje porwana i trafia do podziemnej twierdzy szalonego króla elfów, lorda Strahana, który na dodatek okazuje się być … mężem jej ciotki. Za wszelką cenę próbuje zwabić żonę do podziemnego królestwa, posługując się w tym celu jej siostrzenicą. Nie przebiera przy tym w środkach, jest bowiem znany ze swojego okrucieństwa i chciwości. Teraz planuje podbić całe królestwo elfów, bowiem dotąd, na mocy czaru, musiał dzielić się władzą z Antonią.
Całe szczęście, że Eloise ma taką przyjaciółkę, jak Jo, która mimo fascynacji nowym chłopakiem, spieszy jej na pomoc, angażując w to nie tylko Devina, ale również spotkanego przystojniaka Eldrica. Nie wie jednak, że chłopiec któremu oddała swoje serce, tak naprawdę jest …
No właśnie – kim jest Eldric i dlaczego pojawia się w życiu Jo, w ludzkim świecie,  tuż przed zbliżającym świętem Samhain? Czemu służyć ma naszyjnik z żelaza podarowany przez rycerskiego (i wiekowego – chłopak liczy sobie sto osiemdziesiąt siedem lat) Lucasa? Skąd taka nienawiść pomiędzy lordem a Antonią i czym różnią się Elfy Letnie od Elfów Zimowych? Czy związek pomiędzy Eleoise, a Lucasem jest możliwy? Tego wszystkiego dowiemy się z lektury pasjonującej powieści o chciwości, pożądaniu i zdradzie, która porywa nas do świata elfów, a na dodatek sprawia, że wcale  nie chcemy tego miejsca opuszczać. 
„Wykradziona” stanowi doskonały dowód na niezmierzoną fantazję autorki, Alyxandry Harvey, która przedstawia nam całą plejadę wyraźnie zarysowanych indywidualności, budując przy tym skomplikowany świat elfów, powiązań pomiędzy klanami i poszczególnymi rodzinami. Mamy tu budzącą się do życia naturę – tańczące drzewa, które wcale nie są drzewami, burzę z huraganem, która okazuje się być hordą rozpędzonych rumaków, mamy także rozkoszna maleńką wróżkę Izadorę, niegdyś dzielną władczynię warowni, ofiarę miłości do dziewiętnastowiecznego poety. Ta kraina do której wkraczamy uwodzi nas swoją magią, prosty i plastyczny przekaz autorki rozbudza naszą wyobraźnię i skłania do fantazjowania. Mimo, iż książki do wyjątkowych nie można zaliczyć, to jednak  nie ma chyba osoby, która nie będzie do książki wracała, by szarość dnia codziennego rozproszyć odrobiną magii.


Recenzja została także umieszczona na stronach wortalu literackiego Granice.pl